RSS
 

Informacje…

07 sty

Poniżej publikowane wpisy są dodatkiem do powieści – pamiętnika. Obrazują kolejne wydarzenia i wspomnienia, które twardo stoją osadzone w zakamarkach pamięci. Jeśli będziecie śledzić kolejne rozdziały łatwo dopasujecie je do właściwej treści. Mam nadzieję, że pomogą zrozumieć przemyślenia oraz podjętą decyzję…życia w samotności, z dala od cywilizacji i ludzi. Powieść rozpoczyna się rozdziałem pod tytułem „Statek zatonął…”

fragment powieści w formie audiobooka:

Życzę miłej lektury.

Pantherapardus – Lampart.

 

Jack King…wywiad z pisarzem.

07 sty

Chociaż nie ma on związku z powieścią, postanowiłem umieścić wywiad jakiego udzielił mi Jack King nie tylko na blogu, ale również i tutaj gdzie toczy się akcja Robinsona Crusoe XXI wieku – obsesja. Myślę, że będzie miłym przerywnikiem w lekturze…

Promocja ksiażki Jack King

Promocja książki „Piąta Międzynarodówka”

„Ameryka nie jest gotowa zaakceptować faktu, że Amerykański rząd i CIA winne są powstaniu AL Kaidy i zbombardowaniu World Trade Center w dniu 11/9″  – A Literary Agent.

Tak komentował książkę „Piąta międzynarodówka” jeden z agentów literackich.

Autor Powieści Jack King pracował jako tajny kurier rządowy. Efektem tej pracy był debiut powieściowy pod tytułem Piąta Międzynarodówka. Powieść została przetłumaczona na kilka języków, nominowana do prestiżowej nagrody Edgara. Dzisiaj Jack ma na swoim kącie już kilka innych poczytnych książek.

Mieszka w Kanadzie. Jest członkiem International Thriller Writers. ITW jest organizacją zrzeszającą autorów powieści sensacyjnych, i zajmującą się propagowaniem tego popularnego gatunku powieściowego.

Od gry w klubie piłkarskim (obrona), przez zdobycie zielonego pasa w Kyok-sul (Północno Koreański styl walki popularny w armii tego kraju), po studia medyczne i inżynierskie, do bycia kurierem tajnych przesyłek dla największych notabli w kraju, i gry w kotka i myszkę z żandarmerią wojskową, Jack zbierał materiał życiowy, który znalazł swoje odzwierciedlenie w pracy pisarskiej..

Dzisiaj zapraszam do zapoznania się z wywiadem którego udzielił mi Jack King tuż przed nowym rokiem.

Kiedy zapoznałem się z wywiadami jakich udzieliłeś, odniosłem wrażenie, że unikasz odpowiedzi na następujące pytania:
Czy Prezydent USA w Twojej powieści to George W. Bush? Czy Zbigniew Penski to Zbigniew Brzeziński? Opisałeś zabójstwo generała policji przed jego domem…czy to generał Papała? Podobnie jest z Piotrem Jaroszewiczem. Czy tym razem też odpowiesz tak samo?

Jack King: Pytasz o prawdę w powieści i do tego w powieści szpiegowskiej, czyli prawdę w szpiegostwie, co jest oksymoronem. Szpiegostwo to sztuka iluzji. Gdybyś pytał, a ja pisał, że czterdzieści albo trzydzieści lat temu, zanim w umowach o pracę pojawiły się klauzule o zachowaniu tajemnicy, wówczas moja odpowiedź byłaby, być może, inna. Dzisiaj mamy dwa rodzaje autorów powieści szpiegowskiej. Jedni piszą, o czym opowiedzieć nie mogą. Drudzy piszą, o czym nie mają pojęcia. W obu przypadkach powieść musi dostarczyć rozrywkę, odskocznię od codzienności, gdyż tego wymaga czytelnik. Nie znaczy to, że autor zmuszony jest zmyślać, musi jednak koloryzować szarość dnia codziennego, gdyż taką wydaje się prawda. Powieść szpiegowska, pretendująca do miana zwierciadlanego obrazu rzeczywistości, wymaga czytelnika umiejącego czytać między wierszami obłudy. Taki czytelnik znajdzie odpowiedź na kwestie zawarte w Twoim pytaniu i zdopinguje autora do dalszej pracy.

Jack king2Świetnie to ująłeś, sam otrzymuję podobne pytania, dotyczące jednej z moich powieści. Teraz już wiem jak odpowiadać. Na marginesie – jak mi się wydaje – ja umiem czytać między wierszami obłudy… Przejdźmy do kolejnego pytania. W drugiej książce opisujesz istniejącą Grupę Bilderberg. Przypomnijmy, że w jednym z wywiadów powiedziałeś: Bilderberg powstał w 1954 roku. Jednym z głównych założycieli był, zmarły niedawno, Książę Bernhard z Holandii. Nazwa grupy pochodzi od nazwy hotelu, w którym nastąpiło pierwsze, założycielskie spotkanie. Członkami Grupy są między innymi: Giovanni Agnelli, David Rockefeller, Otto Wolff von Amerongen, Romano Prodi, Edmond de Rotschild… Grupa skupia prezesów banków centralnych najbogatszych krajów, przemysłowców, prezesów międzynarodowych korporacji, arystokrację, polityków. Pikanterii corocznej konferencji dodaje fakt, że treść spotkań jest całkowicie tajna. Jeśli połączy się to z takimi ‚zbiegami okoliczności’ jak zaproszenie na konferencję gości, którzy wkrótce potem obejmują najwyższe funkcje państwowe w swoich krajach, jak na przykład Bill Clinton (‚wybrany’ rezydentem), Tony Blair (‚wybrany’ premierem), Lionel Jospin (‚wybrany’ premierem) George Robertson (mianowany sekretarzem generalnym NATO), itd, to mamy doskonały temat to powieści.

Czy nie obawiasz się opisywać działalność takich grup, zakładając istniejące prawdopodobieństwo, że to prawda?

Jack King: Prędzej obawiałbym się byłych pracodawców. Grupa Bilderberg sama dostarcza pisarzowi wolną rękę, bagatelizując znaczenie tajnych spotkań największych bonzów biznesu, polityki, i wojskowości, a które z reguły poprzedzają znaczące wydarzenia, jak choćby niespodziewane a wysokie promocje drugorzędnych, czy wręcz miernych polityków, lub decyzje ekonomiczne o znaczeniu regionalnym i światowym, odżegnując się od jakichkolwiek pomawiań o spisek, nawet dementując sam fakt spotkań, pomimo istniejących dowodów. Dodaj do tego opiekę wojskowych służb specjalnych wokół obiektów, w których odbywają się spotkania, brak dziennikarzy, i milczenie prasy, a nie zdziwi, że stanowią one pożywkę pisarską, żyzną glebę dla różnych ‚teorii spiskowych’. Będąc autorem powieści o nieistniejącej-istniejącej grupie tym samym nie wydaję oficjalnych tajemnic i wątpię, abym miał otrzymać powód do obaw, gdyż stałoby się to potwierdzeniem istnienia Grupy, negowaniem długotrwałych zaprzeczeń.

Ok. to może teraz popatrzmy na Twoje podwórko pisarskie. Jak wygląda Twój warsztat pracy? Czy wpisujesz się w stereotyp pisarza siedzącego za biurkiem, ze stertą papierów, książek i niezliczoną ilością wypijanych kaw? Jak wygląda Twoje otoczenie podczas tworzenia, co pomaga, co przeszkadza itp.?

Jack King: To rzeczywiście stereotyp. Jestem pewien, że istnieje tyle warsztatów pracy, ilu jest pisarzy. Wystarczy zajrzeć do wywiadów, pamiętników itp. Niektórzy oddają się całemu rytuałowi, od zapachów, po dźwięki, ulubione fotele, muzykę, ołówki, itp. Sądzę, że więcej w tym pozerstwa niż autentycznej konieczności. Tak naprawdę liczą się warunki zapewniające koncentrację. Pisanie to jest praca, ciężka i często niewdzięczna, zwłaszcza gdy stwierdzimy, że nie da się tak pisać, aby zadowolić każdego czytelnika. Inna sprawa, czy powinno się pisać dla przyjemności odbiorcy, czy dla wywołania uczuć przeciwnych? Powiem przewrotnie, że wolę kogoś rozzłościć, niż dostarczyć tylko przelotną rozrywkę. Rozrywka jest przejściowym zabiciem czasu, złość pozostawia bardziej długotrwały ślad, a który autor nie chce zapisać się na dłużej w ludzkiej pamięci? Wracając do pytania, mój warsztat pracy nie istnieje w formie zorganizowanej. Pracuję regularnie, gdziekolwiek się znajduję: przy biurku, na kanapie, na trawie, w hotelu, na leżąco, i na stojąco, a często wybieram właśnie postawę stojącą ze względu na potrzebę zachowania kondycji fizycznej. Jednak powyższe to tylko zewnętrzne objawy pracy. Najważniejsza odbywa się w głowie. Cokolwiek robię, mój umysł stale pracuje: szlifuję fabułę, charakterystykę bohaterów, planuję dalsze wydarzenia itd. Pisarz nigdy nie odpoczywa, nie ma wakacji. To przekleństwo mające wpływ na życie towarzyskie i psychiczne.

Zaskoczyłeś mnie, tą postawą stojącą przy pisaniu. Coś takiego nie wpadłoby mi do głowy – to interesujące. Teraz zapytam Cię o pewien rodzaj emocji. Czy kończąc pisać książkę, masz wrażenie, że coś się skończyło, żal, może pustkę? Jak to czujesz Oddawanie innym cząstki siebie?

Jack King: Zdecydowanie coś się kończy, ale i coś zaczyna. Jestem jednym z tych autorów, którzy jednej powieści poświęcają parę lat pracy, a więc i życia. Nawiązując do wcześniejszego pytania, skoro pisarz pracuje stale, nawet gdy nie objawia się to zewnętrznie, np. stukaniem na klawiaturze, to „kończąc” powieść zamyka pewien okres życia. Mówię o zakończeniu w cudzysłowie, ponieważ nie jestem przekonany, że jakąkolwiek historię można skończyć. Przecież powieść jest zwierciadłem życia, a wypadki, które opisujemy, mają wpływ na dalsze wydarzenia. Koniec jest więc umowny, zakreśla tylko granicę opowiedzianych zdarzeń. Z praktycznego punktu widzenia, autor musi napisać kiedyś „Koniec”, jeśli chce zabrać się do następnej pracy. Tak jest i w moim przypadku. Mam w głowie pomysły, które czekają na swoją kolej, a więc zakończenie jednej pracy, daje początek następnej.

Teraz zaatakuje Cię innym pytaniem. Czy w byciu pisarzem jest wpisana samotność – jak sądzisz?Jack King3

Jack King: To stereotyp. Nie mylmy samotności ze spokojem, który może wymagać odosobnienia. W moim przypadku samotność w twórczości to umiejętność wyciszenia bodźców zewnętrznych, wywołania stanu umysłowego pozwalającego skoncentrować się pomimo rozgardiaszu, jakim jest otaczający świat. Żaden pisarz nie może istnieć w samotności, bo skąd brałby materiał do pracy? Dla osób postronnych pisarz może wydawać się odludkiem, ale to tylko wynik stałej pracy, w każdej sytuacji, „nieobecności” emocjonalnej i towarzyskiej. Nie na darmo mówi się, że pisarz stanowi złą partię matrymonialną, co jest wynikiem wspomnianej wyżej potrzeby odosobnienia emocjonalnego.

Chwała więc rodzinom i znajomym, ludziom, którzy potrafią znosić te momenty, w których autor ucieka do innego, swojego świata. Zapytam teraz: Co według Ciebie jest najtrudniejszą stroną pisania, a co tą najprzyjemniejszą?

Jack King: Najtrudniejszym i zarazem najprzyjemniejszym jest sam proces tworzenia, a więc odkrywanie siebie i przekazywanie światu. Powieść jest formą twórczości, która pozwala nam być sobą pod przykrywką „zmyślonych” postaci. Jak ktoś powiedział: Powieść to kłamstwo, którym posługujemy się, żeby powiedzieć prawdę. Najtrudniej jest przełamać mur, który budujemy wokół siebie na co dzień, i całe życie. Najprzyjemniejszym jest widzieć tworzoną z jego cegieł budowlę o szeroko otwartych drzwiach, przez które wchodzą czytelnicy.

To teraz z innej beczki. Kiedy poczułeś, że stałeś się pisarzem?

Jack KingNie potrafię odpowiedzieć definitywnie. Wydaje mi się, że zawsze wiedziałem, że nim jestem. Jak daleko sięgam pamięcią, tak widzę siebie tworzącego jakieś historie, nie koniecznie na papierze. Nigdy nie zadawałem sobie pytania, czy kiedyś zostanę pisarzem? Istniała tylko kwestia, kiedy i o czym napiszę pierwszą powieść? Życie dostarczyło niezbędny materiał. Pewnego dnia zwyczajnie „otworzyłem żyły i wylałem” Piątą Międzynarodówkę.

Czy pracujesz obecnie nad jakąś książką? Jeśli tak, to czy uchylisz rąbka tajemnicy i coś o niej możesz powiedzieć?

Jack King: Oczywiście, stale przeżuwam w myślach tematy, z których może coś powstać. To jest proces tworzenia. Nie rozmawiam jednak o projektach ani bieżącej pracy.

Ok. To zapytam. Czy jest szansa, że zostanie wydana w Polsce?

Jack King: To pytanie dla wydawców i raczej dla Polskich niż północnoamerykańskich. Zauważ, że Amerykański rynek wydawniczy jest hermetycznie zamknięty, jak chyba żaden inny – mniej niż 3% dostępnych tu książek to przekłady, co oznacza, że nie przykłada się tu wysiłku do tłumaczeń.

Jack king4Już o tym wspominałeś, ale chciałbym dopytać. Czy masz jakiś konkretny plan dnia, w którym mieści się czas na pisanie powieści, czy raczej są to luźne godziny pracy?

Jack King: Najważniejsze to pracować. Nie mam stałych godzin i nie są dla mnie niezbędne, nie mówiąc o tym, czy warunki na to pozwalają, ale dawno przekonałem się, jak ważnym jest regularna praca. Nie chodzi mi tylko o to, że przerywając, gubimy wątek, lub wytracamy „pęd”. Pisarstwo to nie tylko natchnienie, ale przede wszystkim praca. Jak w każdej pracy, z czasem opanowujemy ją w lepszym stopniu. Im więcej czasu jej poświęcamy, tym bardziej rozwijamy swoje umiejętności, pewność siebie. Nie wszystko pisanie powstaje z myślą o publikacji, ale każda myśl poświęcona praktyce pisania czyni proces tworzenia tym sprawniejszym; nie należy jednak sądzić, że pisania powieści można wyuczyć się jak każdego zawodu. Każda nowa książka, pretendująca do miana oryginalnej, wymaga odrzucenia wyuczonych lekcji, w przeciwnym razie stajemy się tylko kopistami, klonujemy siebie.

Interesuje mnie, jak patrzysz na literaturę w ogóle. Czy jest jakiś gatunek, którego nie lubisz np. powieści fantastycznych, czy obyczajowych? Jaka jest Twoja ulubiona książka?

Jack King: Czytam prawie wszystkie gatunki literackie, ale nie wszystkie książki danego gatunku. Unikam formułek, co oznacza większość książek tzw. gatunkowych, tworzonych według szablonów. Lubię zaskoczenie, nie tyle w fabule, ile w konstrukcji i przekazie myśli. Niestety świat wydawniczy zbyt rzadko wychodzi mi naprzeciw. Wydawcy preferują to, co się sprawdziło, poszukują nowych inkarnacji ustalonych przebojów. Prowadzi to do zalania rynku sklonowanymi utworami, które nie wnoszą nic nowego do gatunku, ani do rozwoju literatury. Moje ulubione książki z reguły zajmują biegun przeciwny tzw. bestsellerom, to książki stawiające pytania, a nie oferujące łatwe odpowiedzi i obiegowe opinie. Każdy posiada opinie, lecz niewielu zadaje pytania. Autor, który pyta, tym samym odkrywa, prowadzi nas, czytelników, w przygodę.

To może teraz przejdźmy do spraw technicznych, myślę że zainteresuje to wszystkich stawiających pierwsze kroki:  Jak wygląda praca z korektą i redakcją w wydawnictwach?

Jack King: Autorowi potrzebny jest redaktor, to jest ktoś niezaangażowany emocjonalnie w dzieło, które zrodził. Kiedy pracujemy nad czymś z intymnością, jaka istnieje między autorem i jego dziełem, tracimy niezbędny dystans, niejako w zaćmieniu, nie zauważając co dla osoby postronnej, staje się oczywiste. Mam tu na myśli uwagi techniczne, jak i merytoryczne. Interpunkcja, gramatyka, itp., nie wymagają udziału autora, ale, np. (posłużę się ekstremalnym, ale autentycznym przypadkiem pewnego kolegi po piórze) zmartwychwstały bohater, który zginął kilkadziesiąt stron wcześniej, oznacza powrót do redakcji, którą wykonać może tylko autor. Pewnego rodzaju redaktorem może też być czytelnik „testowy”, któremu pokażemy wczesną wersję książki, w zamian za uwagi w rodzaju: zbyt wolne tempo, charakterystyka bohatera nie odpowiada jego działaniom, nudne, lub niepotrzebne rozdziały itp. Jakkolwiek by było, wydawnictwo z pewnością zechce dodać coś od siebie, a po zakończeniu korekty, prześle manuskrypt do autora w celu zatwierdzenia zmian.

Czego trzeba dokonać, aby zostać członkiem International Thriller Writers?

Jack King: Należy opublikować thriller w tzw. „tradycyjnym” wydawnictwie, czyli nie własnym sumptem, i bez współfinansowania.

Wejdźmy teraz na inny grunt. Jak to jest żyć z taką przeszłością, czy nie jest tak, że to właśnie głębiaJack King5 przeżyć i ich niecodzienność powodują chęć pisania? Podobno ludzie pracujący w takim, nazwijmy to „fachu”, mają wewnętrzną chęć wylania tych wydarzeń, które przepełniają ich „wcześniejsze” życie. Sam chyba znam odpowiedz na to pytanie, gdyż podobnie jak Ty byłem blisko prezydentów i ministrów różnych państw, m.in. ochraniając ich. Jednak na pewno czytelnicy chcieliby usłyszeć to z Twoich ust.

Jack King: Z oczywistych względów nie możemy rozpowiadać wszem wobec o naszej pracy. Intensywność przeżyć gotuje się w nas, kipi, aż w końcu musi wypłynąć. Niewiele osób potrafi zakorkować w sobie takie ciśnienie, bez ujemnego wpływu na stan psychiczny. Pomijając sam fakt posiadania przez nas niecodziennych doświadczeń, intrygujących dla potencjalnych czytelników, pisanie posiada właściwości terapeutyczne, i nie jest to wyłącznym odkryciem zajmujących się twórczością, ale naukowym stwierdzeniem psychologów. Jako autor i czytelnik, chciałbym nie, tylko aby więcej osób z „branży” podjęło wyzwanie, tym samym zaspakajając mój apetyt czytelniczy, ale i żeby podzielić się doświadczeniami w literackim sensie, tj. tworzyć i propagować gatunek, w którym dotychczas prym wiodą autorzy niezwiązani z pracą, o której piszą, tworząc bardzo koślawy, a nawet fałszywy jej obraz.

Ponieważ jak wiesz, sam piszę powieści, chcę Ci wykraść pewne informacje. Czy pisząc, wpadasz w „prędkość pisania” i w galopie myśli
kreślisz słowa, bez zwracania uwagi na błędy i poprawność zdań, później je głaszcząc, czy od razu, powoli z rozmysłem układasz wszystko w logiczną całość?

Jack King: To warsztatowe pytanie, na które każdy autor musi znaleźć własną odpowiedź. W moim przypadku, jeśli mam na tyle szczęścia, że trafię na wenę twórczą, to robię, co mogę, żeby jej nie przerwać. Nie zatrzymuję się nad brakującym słowem, lecz prę dalej, kontynuując myśl, najwyżej pozostawiając tylko znaczek przypominający mi o konieczności wstawienia poprawki. Równocześnie nie korzystam z autokorektorów i sugestii ortograficzno / gramatycznych, gdyż zakłócają one koncentrację. Są przecież takie dnie, kiedy nie wiemy jak poprowadzić dalej powieść i wówczas powracam do wcześniejszych stron, czyniąc poprawki, co często pomaga wywołać stan umysłowy prowadzący do iskry wyzwalającej impuls do dalszej pracy.

Z tego, co mi wiadomo, podobnie jak ja, miałeś w swojej pracy – przypomnijmy – tajnego kuriera rządowego, styczność z prezydentem Kwaśniewskim. Ciekawi mnie czy jest coś, co możesz na opowiedzieć i opisać, co oczywiście nie wykracza poza klauzulę tajności?

Jack King: Za czasów mojej służby Aleksander Kwaśniewski był jeszcze niewiele znaczącym ministrem. Zarazem były to czasy przełomowe w skali ogólnoświatowej. Co chciałbym o nich opowiedzieć, a co mogę, i co, z pisarskiego punktu widzenia nadaje się do opisania, to różne sprawy. Pisarz winien pisać, aby poruszyć emocje czytelników, ale nie kierować się emocjami w wyborze i rozwoju tematu. Nie fabuła tworzy bohaterów powieści, lecz bohaterowie sterują kierunkiem wydarzeń (pomimo że w życiu z reguły bywa na odwrót). Autor nie powinien zaćmić bohaterów, w ogóle nie powinien być obecnym. Jednocześnie warto dodać, że każdy bohater zawiera jakąś cząstkę autora. Nie sądzę więc, żeby dla czytelnika istotnym było, z kim autor się stykał, i nic tu nie nie zmieni lista nazwisk ministrów, premierów, lub ambasadorów, lecz jak suma naszych doświadczeń owocuje w opowiedzianej historii. Zresztą, czy byłbym „tajnym” kurierem, gdybym nie posiadał cechy pozwalającej mi zachować tajemnicę?

Jack king 9Nie jeden pomyśli, że odpowiadasz jak polityk, ja widzę zawodowca – nie udało mi się Ciebie pociągnąć za język więc ostatnie pytanie, jaka pogoda jest w Kanadzie i kiedy będzie można Cię odwiedzić.

Jack King: Czy trzaskający mróz, czy zapierająca dech, tropikalnie parna, kanadyjska pogoda jest zawsze dogodna do pisania, lub, jeśli wolisz, nie ma znaczenia, gdyż nie możemy być od niej zależni. Pisarze tworzą pod każdą szerokością geograficzną. Nie ukrywam jednak, że kanadyjska przestrzeń pozwala uciec od zgiełku, ukryć się w lasach na tyle głębokich, że jedynymi sąsiadami są niedźwiedzie i łosie, i tylko ich wizyty toleruję podczas pracy, a poleruję 1200-stronicową trylogią szpiegowską.

I tego Ci zazdroszczę. No, to chwilowo nie mam po co wybierać się do kanady :-) Dziękuję za rozmowę i możliwość jej opublikowania. Owocnej pracy życzę, czego życzą Ci zapewne wszyscy czytelnicy.

 

 

Ochrona…

07 paź

skanowanie0001

Po zawarciu „cichego układu”, wielokrotnie brałem udział w ochronie tak zwanych osób VIP.  Między innymi ochraniałem spotkanie Bartoszewski-Kozyriew w roku 1995, kiedy to obawiano się prowokacji i szantażu ze strony Rosji ( Sprawa – Radio Wolny Kaukaz) Brałem tez udział w bezpośredniej ochronie Prezydenta Kwaśniewskiego oraz zabezpieczałem spotkanie ministrów państw nadbałtyckich. Stałem tez u boku Berlusconiego w roku 2002. Brałem też udział w śledztwie i zatrzymaniu rosyjskiego wojskowego agenta, przyczyniając się do ustalenia jego tożsamości, poprzez zdobycie jego legitymacji o najwyższym prestiżowym numerze 01. Byłem też w krajach gdzie trwała bądź trwa wojna. Miałem również okazje spotkać się z Janem Pawłem II. Wiele spraw, które widziałem, nie ujrzały do dzisiaj światła dziennego…

skanowanie0003

 skanowanie0005skanowanie0004

 

Jakie były początki…

06 lip
Luwr

Luwr – pełen przyszłych malarzy i turystów.

Kiedy wyjechałem z kraju, byłem pewien, że nigdy do niego nie wrócę. Ot takie niedoświadczone, dziewicze myśli w młodej głowie. We Francji zachłystywałem się gwarem i dostępnością. Wszystko było na wyciągnięcie ręki, wystarczyło mieć pieniądze. Spacerowałem po Avenue des Champs-Élysées, zachodziłem do najstarszego dworca Paryża Muzeum d’Orsay. W piramidzie Luwru kupowałem płyty. Czasami siadałem przy jakimś obrazie i czytałem. Tak, dużo wtedy czytałem. Kiedyś pojechałem do Wersalu…śmieszne, zwiedzałem muzea, choć w Polsce nie zdążyłem zobaczyć żadnego… Najczęściej zakupów dokonywałem w Monopirxach jadałem w Quickach. Włóczyłem się bez celu, choć wtedy wszystko wydawało się mieć swój sens. Imperatywem działania moich myśli, ich początkiem na dobranoc i dzień dobry było „posiadać” i to jak najwięcej. Codziennie myślałem i codziennie kładłem się spać z sądząc, że zmarnowałem dzień. Nie potrafiłem się zebrać, do głowy nie przychodził żaden cudowny pomysł. Po czasie zrozumiałem, przestałem oglądać się na państwo, ulgi, dodatki, udogodnienia, dofinansowania zrozumiałem, że tylko inwestycja w siebie może przynieść efekt. Do tego potrzebne było też wyczucie nadarzającej się okazji. Coś jak z łowieniem ryb, musisz we właściwym momencie zaciąć. Do tego wszystkiego potrzebna mi była wiedza i to szeroka wiedza ogólna, musiałem sprzedać się we właściwych kręgach. Kompletnie jednak nie wiedziałem jak się do nich dostać, jak wejść do elit finansjery, choćby tej niskiego poziomu niezależności i zabłysnąć z głupia frant, niczym Nikodem Dyzma zwrócić na siebie uwagę. Pobyt we Francji nie przyniósł oczekiwanych efektów, żadna okazja się nie nadarzyła, udało się jednak zarobić trochę pieniędzy. Dopiero we Włoszech złapałem nić. Zarabiałem tylko po to, aby wydawać i to szerokim gestem, nie martwiłem się o jutro. Dzięki temu poznałem Valdemaro, był to strzał w dziesiątkę. Piszę strzał w dziesiątkę — wtedy — bo dzisiaj wszystko się zmieniło, musiałem wrócić do kraju…wszystko się przewartościowało, a sens życia rozmył – gdzieś za górami i lasami, a może i dolinami.

 

Nowa tożsamość…

18 cze

NederlandOtrzymanie nowego nazwiska, nowej tożsamości, początkowo wydaje się niczym nadzwyczajnym. Jednak pojawia się moment, w którym myślisz koniec – nie ma mnie. Przez pierwsze miesiące przyzwyczajasz się do tej roli. Obawiasz się czegoś, co ci się wymknie spod kontroli. Z czasem zapominasz, stajesz się zupełnie kimś innym. Zaczynasz wierzyć w wymyślona historię twojego życia, twojej zmyślonej przeszłości. Zaczynasz ją nawet rozbudowywać, ubarwiać i upiększać. Po kilku latach mylą ci się twoje istnienia. Do nowego życiorysu zaczynasz wplatać motywy z twojego pierwotnego bytu. Czasami już nie wiesz, co jest prawdą a co fałszem — choć nadal kontrolujesz całość. Czasami śni ci się coś, co jest byłą prawdą. Później chcesz odwiedzić swoja przeszłość jak miejsce swojego dzieciństwa. Chcesz na chwilę wyjechać w świat i zobaczyć jak to wygląda teraz, jak wyglądają ludzie, których znałeś. Chcesz popatrzeć, stojąc gdzieś z boku niewidoczny nierozpoznawalny. Korci cię to i podnieca. Zaczynasz ryzykować. Zobaczyć ich. Co myślą, czy żyją, gdzie są. Ot takie myśli Robinsona na wyspie, z której wie, że nie może wyjechać.

 

Przyjazd do Strzepcza…czyli statek zatonął.

22 maj

Pierwszy rozdział nosi tytuł: „Statek zatonął” – Nie ma powrotu, coś się zamknęło coś skończyło…
Opuszczanie cywilizacji nie jest łatwe. Jadąc, pokonując kilometry dróg, mijając gwarne miasta, ciche miasteczka i wsie, zbliżając się do skromnego celu podróży, myślę o tym co zostawiam, gdzieś tam w tyle, za sobą, ile zamykam słowem na „zawsze”. Myślę też o śmierci żony, czy musiała umrzeć i ile w tym było mojej winy. Ocenicie sami po przeczytaniu powieści, niczym mojego pamiętnika… 

 

Pierwsze dni…

26 kwi

Moje pierwPierwsze dnisze dni na odludziu to porządkowanie, sadzenie, kopanie i podlewanie. Podczas takich czynności, kiedy cisza przerywana jest tylko szumem liści, śpiewem ptaków w głowie rodzą się myśli. Patrzysz na to co robisz i uzmysławiasz sobie, że kiedy człowiek zostanie sam ze sobą, zaczyna stawać się twórczy. Zaczyna oddziaływać na swoje wnętrze i zewnętrze i to w sposób najprostszy z możliwych. Nic nie rozprasza jego myśli, nic nie znaczące prace zaczynają sprawiać ogromną przyjemność i z nic nieznaczących stają się treścią, sednem, twardym fundamentem. Wypełniają umysł, karmiąc go lepiej niż wszystko inne co robił wcześniej, kiedy myślał, że robi coś najważniejszego na świecie – tam w mieście. Po jakimś czasie samo-wyalienowania dochodzi się do wniosku, że samotność uwalnia od czegoś ogromnie istotnego – od rywalizacji – nic nas nie goni, nie trzeba biec, wystarczy spokojnie iść. Wszczepiony w mieście imperatyw pogoni umiera, czas zwalnia, nabiera wartości nadrzędnej. Uzmysławiamy sobie, że życie w mieście to droga wyboista, zaskakująca, kręta, bolesna i porośnięta gąszczem ludzkich problemów, zbędnych i nonsensownych poczynań, które jednoczą i zrównują nasze działania z lotem ćmy, powodują, że zachowujemy się irracjonalnie i rozbijamy razem – ona o żarówkę, my o cywilizację.Tymczasem, kiedy ten cały miejski kurz opadnie, kiedy odetniemy pępowinę łączącą nas z cywilizacją, okazuje się, że szczęście i radość wewnętrznego przepływu jest wystarczająco stymulująca, bezpieczna, że zagrozić nam może jedynie wiatr, ogień, woda i susza. Nie wymieniam głodu, bo nie da się zginąć w naturze – to kolejne ciekawe odkrycie…
Po przyjeździe w to miejsce, dni zamieniły się w sekundy, a tygodnie w minuty – jak najlepsze wakacje w dzieciństwie. Sadzenie kwiatów czy warzyw stało się ciekawe, a każdy zerwany, tak wyhodowany owoc, doznaniem doniosłym i uczuciem niemierzalnym. Jednak coś mi podpowiadało, że nie da się tak łatwo wyrwać z ludzkiego świata. I miałem rację w krzakach czaił się ktoś, o czym dowiecie się z kolejnego rozdziału „Tajemniczy nieznajomy” Świat w zanadrzu miał kilka silnych kart, które zmusiły mnie do podjęcia kroków jakich Wy byście nigdy nie podjęli…ja przekroczyłem wcześniej tę granicę i choć nie chciałem, dokonałem tego ponownie…

 
 

Pierwsza samotna noc…

26 kwi

21sierpniaPierwsza samotna noc jest jedną z najciekawszych. Jest intrygująca, pachnąca nostalgią, wypełnia się przemyśleniami, kiedy to niczym nie rozproszony umysł, skupia się na tym co najważniejsze. Czuje się swoja małość i nikłość, wszystkie słowa rodzące się w głowie, całe zdania, tworzą wewnętrzną filozoficzna rozmowę samego ze sobą. Słowa te jednak nie są rozrachunkiem, nie są podsumowaniem przeszłości, raczej formą użalania się nad sobą. Tworzymy uczucie smutku, którego nie chce się uniknąć, którym niczym  paliwem karmimy umysł i podtrzymujemy rodzący się stan rezygnacji, stagnacji i marazmu. W zasadzie zaczynamy sobie zdawać sprawę, że zarówno porzucona przeszłość jak i przemiana i ucieczka od wszystkiego – nie ma sensu.

 

Niespodziewany gość…

22 kwi

Niespodziewany gość…

DSC_0114

Dzień, jak co dzień, jakieś wiosenne prace domowe, sprzątanie wokół domu, następnie wyprawa do lasu po szczepki pigwowców. Nawet jakoś szło, krzaki udawały się rozdzielić bez większych trudności, byłem własnie przy dziesiątym, kiedy obok stanął pies. Wyłonił się z lasu jak widmo, cicho i niespodziewanie. Stał i patrzył. Mierzyliśmy się wzrokiem. Wyglądał groźnie, wielki, brudny i lekko wychudzony. Zebrałem szczepki i podszedłem. Nie zareagował, nadal stał jak skamieniały. Minąłem go i skierowałem się do samochodu. Odwrócił się i zrobił kilka kroków w moja stronę. Włożyłem zdobycz do bagażnika,  zawołałem w jego stronę. Podszedł na wyciągnięcie ręki. Zacząłem mu się przyglądać. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że to młody góra siedmiomiesięczny, rasowy owczarek niemiecki. Patrzył na mnie tymi swoimi ślepiami i nie wiedziałem, czy jest przychylnie nastawiony,DSC_0110 czy też siedzi w nim jakieś złośliwy diabeł. Otworzyłem drzwi samochodu i chciałem już odjechać jednak coś mnie zatrzymało. Wysiadłem podszedłem: „siad” zakomenderowałem. Pies wykonał polecenie. Daj łapę – również posłusznie podniósł wielkie kosmate łapsko. Rozejrzałem się dookoła, nikogo jak okiem sięgnąć. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem, widziałem w lusterku, że lekkim truchtem biegnie za samochodem po polnej drodze, zatrzymał się dopiero, kiedy wjechałem do wsi. Wszedłem na jedno z podwórek – gospodarz z uśmiechem spojrzał na mnie. Zapytałem, kto tu ma wilczury we wsi. Okazało się , że jedynym jest on i obydwa ma na podwórku.

– Panie, tu co rusz jakiś pies się wałęsa, ludzie wyrzucają do lasu.

DSCN2801Podjechałem w miejsce, gdzie została znajda. Nie wiele się namyślając, otworzyłem tylne drzwi, podszedłem do psa, objąłem wokół łap i podniosłem. Nie oponował. Wsadziłem na tylne siedzenie. W domu wszedłem z nim pod prysznic, śmierdział niemiłosiernie. Od tego czasu mija już drugi tydzień. Rozwieszone kartki o znalezieniu stworzenia nie przyniosły rezultatu. Dzisiaj, Bajka, bo tak nazwałem suczkę, od przybycia na moje leśne podwórko – nie odstępuje mnie na krok…warujenawet przed łazienką. I tak to w świecie Robinsona na wyspie pojawił się bajkowy Piętaszek.

 

 

 

Hertford – Spotkanie z Fischettim…

20 kwi
Bengeo Hall

Bengeo Hall

Na spotkanie jechałem z mieszanymi uczuciami jednak, kiedy znalazłem się w Hertford i zamieniliśmy pierwsze słowa, emocje ustąpiły, znowu poczułem się pewnie. Po całej dość sporej posiadłości jaką było Bengeo Hall — jeśli można tak powiedzieć — włóczyła się historia. Dom zbudowany wieki temu przesiąknięty był typowym stylem angielskim. Pani domu Rachela panowała w środku z iście angielską flegmą. Zachowywała się, jakby czas dla niej nie istniał. Czasami w zamyśleniu przechadzała się żwirowanymi alejkami parku. Doglądała, przeglądała, przycinała coś w ogrodzie. Nie gotowała od tego była gosposia. O siedemnastej przygotowywała herbatę, którą wraz z kruchymi ciasteczkami serwowała w ogrodzie. Valdemaro czuł się tam swobodnie, prawdopodobnie znał Roberta Savory już wcześniej. 

Lord haig

Lord haig

Rachela

Rachela

Sypialnia

Sypialnia

Valdemar Cove Garden

Valdemar Cove Garden

Covent Garden

Covent Garden

Idziemy na Margaret'st

Idziemy na Margaret’st

Bengeo Hall wjazd

Bengeo Hall wjazd

Bengeo Hall

Bengeo Hall

Bengeo - Valdemaro

Bengeo – Valdemaro

Robert Savoy

Robert Savoy

Londyn Lemon Tree

Londyn Lemon Tree

 
 
error: Content is protected !!