RSS
 

Informacje…

07 Sty

Poniżej publikowane wpisy są dodatkiem do powieści – pamiętnika. Obrazują kolejne wydarzenia i wspomnienia, które twardo stoją osadzone w zakamarkach pamięci. Jeśli będziecie śledzić kolejne rozdziały łatwo dopasujecie je do właściwej treści. Mam nadzieję, że pomogą zrozumieć przemyślenia oraz podjętą decyzję…życia w samotności, z dala od cywilizacji i ludzi. Powieść rozpoczyna się rozdziałem pod tytułem „Statek zatonął…”

fragment powieści w formie audiobooka:

Życzę miłej lektury.

Pantherapardus – Lampart.

 
 

Przyjazd do Strzepcza…czyli statek zatonął.

07 Sty

Pierwszy rozdział nosi tytuł: „Statek zatonął” – Nie ma powrotu, coś się zamknęło coś skończyło…
Opuszczanie cywilizacji nie jest łatwe. Jadąc, pokonując kilometry dróg, mijając gwarne miasta, ciche miasteczka i wsie, zbliżając się do skromnego celu podróży, myślę o tym co zostawiam, gdzieś tam w tyle, za sobą, ile zamykam słowem na „zawsze”. Myślę też o śmierci żony, czy musiała umrzeć i ile w tym było mojej winy. Ocenicie sami po przeczytaniu powieści, niczym mojego pamiętnika… 

 
 

Jack King…wywiad z pisarzem.

06 Sty

Chociaż nie ma on związku z powieścią, postanowiłem umieścić wywiad jakiego udzielił mi Jack King nie tylko na blogu, ale również i tutaj gdzie toczy się akcja Robinsona Crusoe XXI wieku – obsesja. Myślę, że będzie miłym przerywnikiem w lekturze…

Promocja ksiażki Jack King

Promocja książki „Piąta Międzynarodówka”

„Ameryka nie jest gotowa zaakceptować faktu, że Amerykański rząd i CIA winne są powstaniu AL Kaidy i zbombardowaniu World Trade Center w dniu 11/9”  – A Literary Agent.

Tak komentował książkę „Piąta międzynarodówka” jeden z agentów literackich.

Autor Powieści Jack King pracował jako tajny kurier rządowy. Efektem tej pracy był debiut powieściowy pod tytułem Piąta Międzynarodówka. Powieść została przetłumaczona na kilka języków, nominowana do prestiżowej nagrody Edgara. Dzisiaj Jack ma na swoim kącie już kilka innych poczytnych książek.

Mieszka w Kanadzie. Jest członkiem International Thriller Writers. ITW jest organizacją zrzeszającą autorów powieści sensacyjnych, i zajmującą się propagowaniem tego popularnego gatunku powieściowego.

Od gry w klubie piłkarskim (obrona), przez zdobycie zielonego pasa w Kyok-sul (Północno Koreański styl walki popularny w armii tego kraju), po studia medyczne i inżynierskie, do bycia kurierem tajnych przesyłek dla największych notabli w kraju, i gry w kotka i myszkę z żandarmerią wojskową, Jack zbierał materiał życiowy, który znalazł swoje odzwierciedlenie w pracy pisarskiej.. Czytaj dalszą część tego wpisu »

 
 

Ochrona…

07 Paź

skanowanie0001

Po zawarciu „cichego układu”, wielokrotnie brałem udział w ochronie tak zwanych osób VIP.  Między innymi ochraniałem spotkanie Bartoszewski-Kozyriew w roku 1995, kiedy to obawiano się prowokacji i szantażu ze strony Rosji ( Sprawa – Radio Wolny Kaukaz) Brałem tez udział w bezpośredniej ochronie Prezydenta Kwaśniewskiego oraz zabezpieczałem spotkanie ministrów państw nadbałtyckich. Stałem tez u boku Berlusconiego w roku 2002. Brałem też udział w śledztwie i zatrzymaniu rosyjskiego wojskowego agenta, przyczyniając się do ustalenia jego tożsamości, poprzez zdobycie jego legitymacji o najwyższym prestiżowym numerze 01. Byłem też w krajach gdzie trwała bądź trwa wojna. Miałem również okazje spotkać się z Janem Pawłem II. Wiele spraw, które widziałem, nie ujrzały do dzisiaj światła dziennego…

skanowanie0003

 skanowanie0005skanowanie0004

 

Jakie były początki…

06 Lip
Luwr

Luwr – pełen przyszłych malarzy i turystów.

Kiedy wyjechałem z kraju, byłem pewien, że nigdy do niego nie wrócę. Ot takie niedoświadczone, dziewicze myśli w młodej głowie. We Francji zachłystywałem się gwarem i dostępnością. Wszystko było na wyciągnięcie ręki, wystarczyło mieć pieniądze. Spacerowałem po Avenue des Champs-Élysées, zachodziłem do najstarszego dworca Paryża Muzeum d’Orsay. W piramidzie Luwru kupowałem płyty. Czasami siadałem przy jakimś obrazie i czytałem. Tak, dużo wtedy czytałem. Kiedyś pojechałem do Wersalu…śmieszne, zwiedzałem muzea, choć w Polsce nie zdążyłem zobaczyć żadnego… Najczęściej zakupów dokonywałem w Monopirxach jadałem w Quickach. Włóczyłem się bez celu, choć wtedy wszystko wydawało się mieć swój sens. Imperatywem działania moich myśli, ich początkiem na dobranoc i dzień dobry było „posiadać” i to jak najwięcej. Codziennie myślałem i codziennie kładłem się spać z sądząc, że zmarnowałem dzień. Nie potrafiłem się zebrać, do głowy nie przychodził żaden cudowny pomysł. Po czasie zrozumiałem, przestałem oglądać się na państwo, ulgi, dodatki, udogodnienia, dofinansowania zrozumiałem, że tylko inwestycja w siebie może przynieść efekt. Do tego potrzebne było też wyczucie nadarzającej się okazji. Coś jak z łowieniem ryb, musisz we właściwym momencie zaciąć. Do tego wszystkiego potrzebna mi była wiedza i to szeroka wiedza ogólna, musiałem sprzedać się we właściwych kręgach. Kompletnie jednak nie wiedziałem jak się do nich dostać, jak wejść do elit finansjery, choćby tej niskiego poziomu niezależności i zabłysnąć z głupia frant, niczym Nikodem Dyzma zwrócić na siebie uwagę. Pobyt we Francji nie przyniósł oczekiwanych efektów, żadna okazja się nie nadarzyła, udało się jednak zarobić trochę pieniędzy. Dopiero we Włoszech złapałem nić. Zarabiałem tylko po to, aby wydawać i to szerokim gestem, nie martwiłem się o jutro. Dzięki temu poznałem Valdemaro, był to strzał w dziesiątkę. Piszę strzał w dziesiątkę — wtedy — bo dzisiaj wszystko się zmieniło, musiałem wrócić do kraju…wszystko się przewartościowało, a sens życia rozmył – gdzieś za górami i lasami, a może i dolinami.

 
 

Nowa tożsamość…

18 Cze

NederlandOtrzymanie nowego nazwiska, nowej tożsamości, początkowo wydaje się niczym nadzwyczajnym. Jednak pojawia się moment, w którym myślisz koniec – nie ma mnie. Przez pierwsze miesiące przyzwyczajasz się do tej roli. Obawiasz się czegoś, co ci się wymknie spod kontroli. Z czasem zapominasz, stajesz się zupełnie kimś innym. Zaczynasz wierzyć w wymyślona historię twojego życia, twojej zmyślonej przeszłości. Zaczynasz ją nawet rozbudowywać, ubarwiać i upiększać. Po kilku latach mylą ci się twoje istnienia. Do nowego życiorysu zaczynasz wplatać motywy z twojego pierwotnego bytu. Czasami już nie wiesz, co jest prawdą a co fałszem — choć nadal kontrolujesz całość. Czasami śni ci się coś, co jest byłą prawdą. Później chcesz odwiedzić swoja przeszłość jak miejsce swojego dzieciństwa. Chcesz na chwilę wyjechać w świat i zobaczyć jak to wygląda teraz, jak wyglądają ludzie, których znałeś. Chcesz popatrzeć, stojąc gdzieś z boku niewidoczny nierozpoznawalny. Korci cię to i podnieca. Zaczynasz ryzykować. Zobaczyć ich. Co myślą, czy żyją, gdzie są. Ot takie myśli Robinsona na wyspie, z której wie, że nie może wyjechać.

 
 

Pierwsze dni…

26 Kwi

Moje pierwPierwsze dnisze dni na odludziu to porządkowanie, sadzenie, kopanie i podlewanie. Podczas takich czynności, kiedy cisza przerywana jest tylko szumem liści, śpiewem ptaków w głowie rodzą się myśli. Patrzysz na to co robisz i uzmysławiasz sobie, że kiedy człowiek zostanie sam ze sobą, zaczyna stawać się twórczy. Zaczyna oddziaływać na swoje wnętrze i zewnętrze i to w sposób najprostszy z możliwych. Nic nie rozprasza jego myśli, nic nie znaczące prace zaczynają sprawiać ogromną przyjemność i z nic nieznaczących stają się treścią, sednem, twardym fundamentem. Wypełniają umysł, karmiąc go lepiej niż wszystko inne co robił wcześniej, kiedy myślał, że robi coś najważniejszego na świecie – tam w mieście. Po jakimś czasie samo-wyalienowania dochodzi się do wniosku, że samotność uwalnia od czegoś ogromnie istotnego – od rywalizacji – nic nas nie goni, nie trzeba biec, wystarczy spokojnie iść. Wszczepiony w mieście imperatyw pogoni umiera, czas zwalnia, nabiera wartości nadrzędnej. Uzmysławiamy sobie, że życie w mieście to droga wyboista, zaskakująca, kręta, bolesna i porośnięta gąszczem ludzkich problemów, zbędnych i nonsensownych poczynań, które jednoczą i zrównują nasze działania z lotem ćmy, powodują, że zachowujemy się irracjonalnie i rozbijamy razem – ona o żarówkę, my o cywilizację.Tymczasem, kiedy ten cały miejski kurz opadnie, kiedy odetniemy pępowinę łączącą nas z cywilizacją, okazuje się, że szczęście i radość wewnętrznego przepływu jest wystarczająco stymulująca, bezpieczna, że zagrozić nam może jedynie wiatr, ogień, woda i susza. Nie wymieniam głodu, bo nie da się zginąć w naturze – to kolejne ciekawe odkrycie…
Po przyjeździe w to miejsce, dni zamieniły się w sekundy, a tygodnie w minuty – jak najlepsze wakacje w dzieciństwie. Sadzenie kwiatów czy warzyw stało się ciekawe, a każdy zerwany, tak wyhodowany owoc, doznaniem doniosłym i uczuciem niemierzalnym. Jednak coś mi podpowiadało, że nie da się tak łatwo wyrwać z ludzkiego świata. I miałem rację w krzakach czaił się ktoś, o czym dowiecie się z kolejnego rozdziału „Tajemniczy nieznajomy” Świat w zanadrzu miał kilka silnych kart, które zmusiły mnie do podjęcia kroków jakich Wy byście nigdy nie podjęli…ja przekroczyłem wcześniej tę granicę i choć nie chciałem, dokonałem tego ponownie…

 
 

Pierwsza samotna noc…

26 Kwi

21sierpniaPierwsza samotna noc jest jedną z najciekawszych. Jest intrygująca, pachnąca nostalgią, wypełnia się przemyśleniami, kiedy to niczym nie rozproszony umysł, skupia się na tym co najważniejsze. Czuje się swoja małość i nikłość, wszystkie słowa rodzące się w głowie, całe zdania, tworzą wewnętrzną filozoficzna rozmowę samego ze sobą. Słowa te jednak nie są rozrachunkiem, nie są podsumowaniem przeszłości, raczej formą użalania się nad sobą. Tworzymy uczucie smutku, którego nie chce się uniknąć, którym niczym  paliwem karmimy umysł i podtrzymujemy rodzący się stan rezygnacji, stagnacji i marazmu. W zasadzie zaczynamy sobie zdawać sprawę, że zarówno porzucona przeszłość jak i przemiana i ucieczka od wszystkiego – nie ma sensu.

 

Niespodziewany gość…

22 Kwi

Niespodziewany gość…

DSC_0114

Dzień, jak co dzień, jakieś wiosenne prace domowe, sprzątanie wokół domu, następnie wyprawa do lasu po szczepki pigwowców. Nawet jakoś szło, krzaki udawały się rozdzielić bez większych trudności, byłem własnie przy dziesiątym, kiedy obok stanął pies. Wyłonił się z lasu jak widmo, cicho i niespodziewanie. Stał i patrzył. Mierzyliśmy się wzrokiem. Wyglądał groźnie, wielki, brudny i lekko wychudzony. Zebrałem szczepki i podszedłem. Nie zareagował, nadal stał jak skamieniały. Minąłem go i skierowałem się do samochodu. Odwrócił się i zrobił kilka kroków w moja stronę. Włożyłem zdobycz do bagażnika,  zawołałem w jego stronę. Podszedł na wyciągnięcie ręki. Zacząłem mu się przyglądać. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że to młody góra siedmiomiesięczny, rasowy owczarek niemiecki. Patrzył na mnie tymi swoimi ślepiami i nie wiedziałem, czy jest przychylnie nastawiony,DSC_0110 czy też siedzi w nim jakieś złośliwy diabeł. Otworzyłem drzwi samochodu i chciałem już odjechać jednak coś mnie zatrzymało. Wysiadłem podszedłem: „siad” zakomenderowałem. Pies wykonał polecenie. Daj łapę – również posłusznie podniósł wielkie kosmate łapsko. Rozejrzałem się dookoła, nikogo jak okiem sięgnąć. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem, widziałem w lusterku, że lekkim truchtem biegnie za samochodem po polnej drodze, zatrzymał się dopiero, kiedy wjechałem do wsi. Wszedłem na jedno z podwórek – gospodarz z uśmiechem spojrzał na mnie. Zapytałem, kto tu ma wilczury we wsi. Okazało się , że jedynym jest on i obydwa ma na podwórku.

– Panie, tu co rusz jakiś pies się wałęsa, ludzie wyrzucają do lasu.

DSCN2801Podjechałem w miejsce, gdzie została znajda. Nie wiele się namyślając, otworzyłem tylne drzwi, podszedłem do psa, objąłem wokół łap i podniosłem. Nie oponował. Wsadziłem na tylne siedzenie. W domu wszedłem z nim pod prysznic, śmierdział niemiłosiernie. Od tego czasu mija już drugi tydzień. Rozwieszone kartki o znalezieniu stworzenia nie przyniosły rezultatu. Dzisiaj, Bajka, bo tak nazwałem suczkę, od przybycia na moje leśne podwórko – nie odstępuje mnie na krok…warujenawet przed łazienką. I tak to w świecie Robinsona na wyspie pojawił się bajkowy Piętaszek.

 

 

 

Hertford – Spotkanie z Fischettim…

20 Kwi
Bengeo Hall

Bengeo Hall

Na spotkanie jechałem z mieszanymi uczuciami jednak, kiedy znalazłem się w Hertford i zamieniliśmy pierwsze słowa, emocje ustąpiły, znowu poczułem się pewnie. Po całej dość sporej posiadłości jaką było Bengeo Hall — jeśli można tak powiedzieć — włóczyła się historia. Dom zbudowany wieki temu przesiąknięty był typowym stylem angielskim. Pani domu Rachela panowała w środku z iście angielską flegmą. Zachowywała się, jakby czas dla niej nie istniał. Czasami w zamyśleniu przechadzała się żwirowanymi alejkami parku. Doglądała, przeglądała, przycinała coś w ogrodzie. Nie gotowała od tego była gosposia. O siedemnastej przygotowywała herbatę, którą wraz z kruchymi ciasteczkami serwowała w ogrodzie. Valdemaro czuł się tam swobodnie, prawdopodobnie znał Roberta Savory już wcześniej. 

Lord haig

Lord haig

Rachela

Rachela

Sypialnia

Sypialnia

Valdemar Cove Garden

Valdemar Cove Garden

Covent Garden

Covent Garden

Idziemy na Margaret'st

Idziemy na Margaret’st

Bengeo Hall wjazd

Bengeo Hall wjazd

Bengeo Hall

Bengeo Hall

Bengeo - Valdemaro

Bengeo – Valdemaro

Robert Savoy

Robert Savoy

Londyn Lemon Tree

Londyn Lemon Tree

 
 
error: Content is protected !!