RSS
 

Jakie były początki…

06 lip
Luwr

Luwr – pełen przyszłych malarzy i turystów.

Kiedy wyjechałem z kraju, byłem pewien, że nigdy do niego nie wrócę. Ot takie niedoświadczone, dziewicze myśli w młodej głowie. We Francji zachłystywałem się gwarem i dostępnością. Wszystko było na wyciągnięcie ręki, wystarczyło mieć pieniądze. Spacerowałem po Avenue des Champs-Élysées, zachodziłem do najstarszego dworca Paryża Muzeum d’Orsay. W piramidzie Luwru kupowałem płyty. Czasami siadałem przy jakimś obrazie i czytałem. Tak, dużo wtedy czytałem. Kiedyś pojechałem do Wersalu…śmieszne, zwiedzałem muzea, choć w Polsce nie zdążyłem zobaczyć żadnego… Najczęściej zakupów dokonywałem w Monopirxach jadałem w Quickach. Włóczyłem się bez celu, choć wtedy wszystko wydawało się mieć swój sens. Imperatywem działania moich myśli, ich początkiem na dobranoc i dzień dobry było „posiadać” i to jak najwięcej. Codziennie myślałem i codziennie kładłem się spać z sądząc, że zmarnowałem dzień. Nie potrafiłem się zebrać, do głowy nie przychodził żaden cudowny pomysł. Po czasie zrozumiałem, przestałem oglądać się na państwo, ulgi, dodatki, udogodnienia, dofinansowania zrozumiałem, że tylko inwestycja w siebie może przynieść efekt. Do tego potrzebne było też wyczucie nadarzającej się okazji. Coś jak z łowieniem ryb, musisz we właściwym momencie zaciąć. Do tego wszystkiego potrzebna mi była wiedza i to szeroka wiedza ogólna, musiałem sprzedać się we właściwych kręgach. Kompletnie jednak nie wiedziałem jak się do nich dostać, jak wejść do elit finansjery, choćby tej niskiego poziomu niezależności i zabłysnąć z głupia frant, niczym Nikodem Dyzma zwrócić na siebie uwagę. Pobyt we Francji nie przyniósł oczekiwanych efektów, żadna okazja się nie nadarzyła, udało się jednak zarobić trochę pieniędzy. Dopiero we Włoszech złapałem nić. Zarabiałem tylko po to, aby wydawać i to szerokim gestem, nie martwiłem się o jutro. Dzięki temu poznałem Valdemaro, był to strzał w dziesiątkę. Piszę strzał w dziesiątkę — wtedy — bo dzisiaj wszystko się zmieniło, musiałem wrócić do kraju…wszystko się przewartościowało, a sens życia rozmył – gdzieś za górami i lasami, a może i dolinami.

 

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. Jagoda

    14 lipca 2015 o godz. 1:41 pm

    Ja uważam, że życie jest jak puzzle….rozsypane i totalnie wymieszane puzzle, które próbujemy ułożyć w logiczną całość. Jednym trafiła się łatwiejsza, innym trudniejsza kombinacja…tak czy siak wszyscy mają jeden cel, by przynajmniej spróbować dopasować je do siebie, tak więc jeździmy po świecie, szukamy kolejnych części, ale tak naprawdę to od naszej bystrości umysłu, spostrzegawczości, cierpliwości i odrobiny szczęścia zależy efekt końcowy…choć czasem jest to również dzieło przypadku.

     
    • Lampart

      14 lipca 2015 o godz. 10:56 pm

      W każdym razie złotego środka na życie próżno szukać. Wszystko jest zależne, nowe elementy wędrówki na drodze narodziny-śmierć rodzą kolejne zależności, kolejne drogi, kolejne rozwiązania i kolejne wybory.

       
  2. Krysia

    20 października 2015 o godz. 11:10 am

    lubie swoje wspomnienia,zyje dniem dzisiejszym i chwila….przyszłosc jest niewiadomą….nie usiłuję szukac logicznego zwiazku przyczynowo-skutkowego…..biore co los łaskawie daje,czasem uda sie cos wyrwac ekstra,ale bez ekscytacji

     
 
error: Content is protected !!