RSS
 

Kainowe piętno…

Wyspa ElbaRozdział XXIII

Z małego Aarberg w Szwajcarii pojechałem prosto do Włoch. Jechałem trasą wzdłuż wybrzeża przez Genuę potem La Spezia i Livorno.
Aby dostać się na Elbę, gdzie umówiłem się z Valdemaro, musiałem dotrzeć do portu w Piombino przed dziewiątą trzydzieści. Wprawdzie spotkanie było ustawione na wyspie w Portoferrario na jedenastą trzydzieści, ale chciałem być zdecydowanie wcześniej, aby przyjrzeć się małej trattorii, na której terenie mieliśmy rozmawiać. Bałem się korków, więc moja Alfa cały czas szła na wysokich obrotach. Na prom „Moby” wjechałem parę minut po dziewiątej. Po godzinie byłem na miejscu. Knajpa Pane e Pomodoro znajdowała po drugiej stronie portu na Via Cavalieri di Vittorio Veneto. Nie znałem jej wcześniej, nieduża, przy głównej ulicy – skonstatowałem. Trochę mnie to uspokoiło. Około jedenastej dwadzieścia zauważyłem czarne maserati Valdemaro. Zaparkował, wysiadł i wszedł do niewielkiego ogródka otoczonego pergolami i kwiatami. Widziałem, jak siada przy stoliku i rozgląda się za kelnerem. Odczekałem jeszcze pięć minut i również wszedłem. Zauważył mnie od razu. Wymieniliśmy spojrzenia bez uśmiechu. Zbliżyłem się do stolika.
– Salve! Nie spóźniłem się? Chyba, nie czekasz długo?
– Nie. Siadaj. Zaraz przyniosą spaghetti alle vongole. Wziąłem i dla ciebie.
– Poczekaj, zaraz wracam, muszę do kibla.
Teraz miałem okazję rozeznać się w środku. Spojrzałem na bar, za nim była kuchnia i zapewne wyjście na zewnątrz. Ubikacja nieduża bez okna.
– No od razu lepiej – powiedziałem po powrocie, podchodząc do stolika.
Valdemaro zajął miejsce przodem do ulicy, wyznaczając mi w ten sposób miejsce mniej komfortowe – tyłem do niej.
– Co się stało?
– Czekaj cholera, napijmy się czegoś, bo upał strasznie suszy, człowiek nie ma się czym odlać.
– Na mnie jak widzisz, nie działa – uśmiechnąłem się. – Ale masz rację, na tej wyspie chyba bardziej daje niż na lądzie – powiedziałem, rozpinając koszulę.
– Per piacere due aque minerali – zawołał.
– Po chwili pojawił się kelner i postawił przed nami dwie butelki wody gazowanej.
– Wypiliśmy od razu po szklance.
– Jak podróż?
– Nie najgorzej.
– Jak zwykle samochodem?
– Dokładnie. Samoloty to ostateczność, czuję się w nich jak sardynka.
Znowu pojawił się kelner tym razem z vongole.
– Wczesny obiad, ale nie jadłem śniadania – powiedział, podnosząc widelec. – Jedz, co tak patrzysz?
Przez chwilę delektowaliśmy się makaronem. Valdemaro po kolei wydłubywał małże z połówek muszli.
– Cosa succede? – znowu przeszedłem do rzeczy.
– A skąd ja kurwa mam to wiedzieć? Coś się dzieje, Ambrozjo zniknął. Miał się z tobą spotkać na riwierze. Z nas dwóch ty to powinieneś wiedzieć, co się dzieje.
– A coś więcej, czy to tylko tyle?
– A to mało? Znam go, nigdy nie nawala.
– Może kobieta?
– On za dupami nie lata. Tylko patrzeć jak dostaniemy w paczce śnięte ryby.*
– Kto bawi się dzisiaj w takie przesłania – zlekceważyłem jego słowa.
– Dobra. Jest jeszcze coś. Wpadł kolejny towar.
– I co myślisz?
– Chyba ktoś nas chce wygryźć. Pojedziesz do Puerto Rico. Sprawdzisz, jak to było, ale przed tym zaliczysz Berlin
– A co tam mam robić?
– Pewnemu postawionemu gościowi z urzędu trzeba dać w łapę. Taka, propozycja nie do odrzucenia. Najpierw trzeba zrobić mu trochę zdjęć. Zaraz Ci wszystko wyjaśnię, ale teraz moja kolej,  zadziałała ta woda, wypiłem dzisiaj chyba z galon. – Podniósł się i zniknął we wnętrzu trattorii.
Jeśli Valdemaro coś kombinuje to, to mógł być sygnał. Wstałem i przesiadłem na drugą stronę.
– Mai cambiato posto? – usłyszałem po chwili.
Poczułem, że zrobiłem błąd.
– Po tamtej stronie słońce za bardzo w plecy smaży – wyjaśniłem – To co z tym Berlinem?
– Trzeba załatwić. Pamiętasz sprawę z Berlusconim i Dell’Utrim?
– Trochę. Prasa pisała.
– Zrobimy to lepiej.
– Nie za daleko sięgasz? Dziwisz się potem, że ludzie ci znikają?
Wzruszył ramionami.
– Kto nie ryzykuje i tak dalej – zaśmiał się. – Dobra, ale do rzeczy. Po pierwsze polecisz, a nie pojedziesz. Ponieważ wiem, jak cenisz niezależność, twój samochód ktoś ci podprowadzi pod granice Holenderską. Po mieście będziesz poruszał się wynajętym.
– Zaczyna się cudownie – uśmiechnąłem się.

W Berlinie na lotnisku zatrzymano mnie do kontroli. Przeszliśmy wąskim korytarzem i wprowadzono mnie do jakiegoś pokoju. Zostałem sam. Po chwili otworzyły się drzwi i wszedł mężczyzna po cywilnemu.
– Tu jest adres i telefon. To wszystko. – powiedział twardym angielskim Niemiec, rzucając zaklejona kopertę na stolik – A i proszę nie wychodzić od razu po mnie – dodał. Odwrócił się i zniknął. Wszystko trwało sekundy.
Z lotniska – mercedesem, który czekał na mnie na parkingu, skierowałem się prosto do hotelu. Wybrałem mały, nahotel berlin uboczu, bez wcześniejszej rezerwacji. Na lotnisku kupiłem kartę do telefonu i jakiś najtańszy aparat – wsadziłem jedno i drugie do kieszeni. Ze schowka w neseserze, jaki znalazłem w bagażniku, wyjąłem broń i szelki. Zdjąłem marynarkę. Poszedłem umyć ręce, cały czas się pociły. Znowu założyłem marynarkę, spojrzałem w lustro, poprawiłem się. Wyszedłem z hotelu i pojechałem na obrzeża miasta. Nie chciałem się logować w pobliżu miejsca, gdzie się zatrzymałem. Po godzinie kluczenia i stania w korkach wreszcie zatrzymałem samochód. Włączyłem telefon. Po chwili karta zgłosiła się w sieci.
– No witaj wędrowcze – usłyszałem damski znajomy głos.
– Skąd wiesz, że to ja?
– Numer jednorazowy, nikt go nie zna.
– Dobrze, więc gdzie?
– A gdzie jesteś?
– Gdzieś za miastem.
– A dokładniej?
W Dahlem przy Clayallee, przy jakiejś małej knajpie, zwie się Waldbaude am Grunewaldsee.
– Będę tam za godzinę.
– Ok. To za godzinę.
Rozłożyłem się w fotelu i przymknąłem oczy.
Kiedy się ocknąłem natychmiast, spojrzałem na zegarek. Powinna już być. Wysiadłem z samochodu i wszedłem do restauracji. Zająłem stolik. Po chwili kelner przeniósł kartę. W tym momencie weszła. Dopiero teraz uzmysłowiłem sobie, że jest bardzo atrakcyjna kobietą. Jej długie blond włosy, lekko kręcone, zafalowały od podmuchu, jaki wywołało zamknięcie drzwi. Poprzednim razem była brunetką, może te jasne włosy dodały jej tego czegoś.
Usiadła naprzeciwko.
– Jak podróż?
– W porządku, ale jestem trochę zmęczony, marzę o kąpieli więc do rzeczy.
Uśmiechnęła się
– Tak, więc słucham jaki cel podróży?
– Myślałem, że wiecie.
– Wiem, ale chodzi o szczegóły.
– Zacznijmy może od czegoś innego. Valdemaro stał się czujny, zarejestrował fakt, że za często przejmujecie jego towar. To nie sprzyja mojemu bezpieczeństwu.
– Nic na to nie poradzę, musimy działać.
– Chcecie przejąć kilka dostaw czy zgarnąć wszystko?
– Jeszcze nie wiem, czy naprawdę grasz z nami, a już stawiasz warunki?
Minister– Musicie się zdecydować. Ja i tak ryzykuje więcej.
– Dobrze, zobaczymy, co nam sprzedasz.
– Możesz traktować mnie trochę milej? Powiem krótko, jestem na etapie, w którym mogę każdego kopnąć w dupę. Mam powoli wszystkiego dosyć i jest mi wszystko jedno.
– Ok nie unoś się. Już pokazałeś, że jesteś facetem. Chcemy tylko mieć udokumentowanie spotkanie, zdjęcia i nagranie.
Podrapałem się po głowie.
– O to musicie zadbać sami, ja wam podam gdzie i o której. I jeszcze jedno, spotkamy się jeszcze tylko dwa razy i znikam.
– A nie sądzisz, że to my zadecydujemy?
– Nie, nie sądzę. Zjedzmy coś i się rozstajemy, albo przyjmiesz moje warunki i wypijemy na koniec jeszcze kawę.
Znowu się uśmiechnęła.
– Dobrze, zjedzmy coś. Co proponujesz?
– Nie wiem, kuchnia niemiecka jest drętwa, bez polotu. – Otworzyłem kartę – Może weźmy ten oryginalny bawarski meat loaf
Rozłożyła dłonie.
– Ty decydujesz.
– Kawa na koniec?
– Dobrze, niech będzie kawa, przybijmy umowę, niech stracę.

Paczka z rybamiprzesłanie mafii – że ktoś śpi z rybami – jest martwy

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. Karol

    8 października 2015 o godz. 8:49 am

    Nooo, niewiasta blondynka, spotkanie w planie i nagrywanie…jak u „Sowy &Przyjaciół” :)

    Antycypuję sobie co tak naprawdę się stało, że wysiadłeś z tego pociągu i zaszyłeś sie w lesie…?
    Ale żadna z wyimaginowanych przyczyn nie wydaje mi się sensowna…
    Poczekam…!

     
    • Lampart

      8 października 2015 o godz. 12:54 pm

      Cóż mogę napisać – nie wypada uprzedzać faktów.

       
 
error: Content is protected !!