RSS
 

Lokator widmo…

Rozdział XIV

Budowanie ziemianki okazało się zdecydowanie trudniejsze niż postawienie płotu. Kopanie w ziemi przemieszanej z kamieniami, liśćmi, igliwiem, mchem, gliną i korzeniami było nad wyraz męczące. Po dwóch godzinach katorgi efekt mył mierny i niezadowalający. Spocony rzuciłem łopatę i usiadłem na ziemi. Byłem zrezygnowany. Miałem dość. Jak to było kiedyś? Skąd ludzie czerpali siłę i wiarę. Jak różną musieli mieć od nas, współczesnych psychikę, która pozwalała im niestrudzenie godzinami i dniami wykonywać te same czynności bez wkradającej się do głowy myśli, że nie damy rady. Budowa katedry w Chartres zajęła kilkadziesiąt lat, aby zaś powstała taka, jaką ją znamy, musiały upłynąć wieki. Oczywiście budowniczowie nie robili tego za darmo, ale czyż motywacja budowy ziemianki dla siebie nie powinna być silniejszą motywacją niż pieniądze?
Wstałem, podniosłem łopatę i znowu wbiłem się w ziemię. Po kilku machnięciach pot spłynął mi do oczu, zapiekło. Wytarłem twarz, nie pomogło. Poszedłem do studni i wsadziłem głowę pod strumień. Kiedy podniosłem wzrok, zauważyłem stojącego opartego o płot Kuchtę. Uśmiechał się.
– Widzę, że nie próżnujecie – zawołał.
– Staram się – nie miałem ochoty na rozmowę.
– I ogrodzenie widzę – kontynuował.
– Tak. Teraz jakoś bardziej po gospodarsku. Można by rzec, że mam zagrodę.
– Tylko bramy i furty brak – skomentował.
– Przyjdzie czas i na to – odparłem.
– A co tam kopiecie?
Ciekawski lud – pomyślałem nie bez złośliwości, a głośno:
– Okopuję się przed zimą.
Uśmiechnął się
– Przyszedłem zapytać, czy wszystko w porządku, czy czego nie trzeba.
– Jak na razie daje radę.
Stary Kuchta odkleił się od płotu i przeszedł przez bramę co to bez bramy. Podszedł bliżej.
– Nadal pan zadowolony z zakupu?
– Nadal. Niech pan się nie martwi, nie żałuję, jeśli o to chodzi.
– Widzi pan człowiekowi lżej z myślą, kiedy sprawił komu przyjemność, a i sam zyskał.
Zastanawiające jak inne jest myślenie ludzi w małych społecznościach od tych w miejskich anonimowych przerośniętych aglomeracjach. Nie byłem już zły, że przerwał mi pracę.
– Napijecie się gospodarzu zimnego piwa? – Zapytałem.
– A czemu by nie?
– Zaraz przyniosę, siądźmy na schodach – wskazałem na dom.
Kiedy wróciłem, Kuchta siedział już wsparty łokciami o kolana. Usiadłem obok i podałem mu piwo. W milczeniu przechyliliśmy butelki i przez dłuższa chwilę piliśmy duszkiem.
– Gorąco dzisiaj – sapnął.
Pokiwałem głową.
– Tak ładne lato.
– Trochę za sucho dla pola – dodał.
– Na pewno niedługo coś tam z nieba spadnie – powiedziałem z przekonaniem.
– Na zimę? – Wskazał na placyk zrytej przeze mnie ziemi.
– Tak. Taką ziemiankę na zapasy chcę zrobić. A sadził pan w tym roku ziemniaki? Zamówiłbym worek albo dwa.
– Jeno dla siebie, ale metr się znajdzie na zbyciu.
– To niech pan pamięta o mnie. Zimą pewnie nie zawsze przedrę się samochodem do wsi, a do ziemianki zawsze – zażartowałem.
– Tu i latem, jak deszcze na tych wybojach ciężko, grząsko się robi.
– Latem jednak zawsze sobie poradzę – odparłem.
– Ta, jeno samochodu szkoda. Tam w komórce masz pan skuter, lepiej na nim. Po tych lasach – dodał.
– Skuter? Nie zauważyłem.
– Pewnie przywalony. Masz pan otwarte? – Podniósł się.
– Otwarte.
Ruszył w kierunku drewutni, nie czekając na mnie.
W środku faktycznie, po odwaleniu najróżniejszych rupieci i na końcu starej plandeki ukazał się skuter. Nie był nawet taki stary. Trochę podniszczony, ale wyglądał dobrze. Wyciągnęliśmy go na zewnątrz.
– No i jest – powiedział, stawiając go na nóżki.
– Wszystko fajnie, ale bez kluczyków nic z tego nie będzie – podsumowałem.
– W domu nie było? – Zapytał.
– Nie. Jedyny klucz, jaki znalazłem, wisi tutaj – wskazałem na komórkę – ale to nie od skutera. A właśnie może wie pan, od czego to?
Zniknąłem w mroku, by po chwili wyłonić się z kluczem w ręku. Kuchta właśnie kucał. Coś tam grzebał przy silniku.
– Wie pan, od czego to? – Zapytałem ponownie.
Podniósł wzrok i pokręcił głową.
– Nie, nie znam. W domu takiego zamka nie ma.
Miałem wrażenie, że nawet na niego dobrze nie spojrzał. Odwiesiłem klucz na miejsce.
– Trzeba będzie przy nim trochę porobić, ale na pewno odpali. Może w domu mam zapasowe kluczki – powiedział, kiedy podszedłem.
– Poprzedni mieszkańcy z niego korzystali? Zapytałem.
– Tak, jeździli.
– A kto tu właściwie wcześniej mieszkał?
Kuchta podniósł się.
– A prawie taki sam samotnik jako pan, kiedyś wynajmowałem ten dom letnikom. Ten chciał na dłużej. Dla mnie było dobrze stały lokator stałe pieniądze.
– Czemu zrezygnował?
– Diabli wiedzą, dziwak jakiś. Któregoś dnia blisko jesieni po prostu zniknął. Przychodzę, dom otwarty a jego nima. Po kilku dniach zamknąłem chałupę i latem znowu dałem ogłoszenie.
– Trochę dziwne, może cos mu się stało.
– Eee tam panie, dzisiaj to ludzie jakieś szurnięte są, nigdy nie wiadomo co takiemu do łba strzeli. Pójdę już, jak jutro będziesz pan we wsi, zajrzyj. Może znajdę te klucze.
Po chwili patrzyłem, jak znika w gęstwinie lasu.
Obejrzałem jeszcze raz starego jednoślada. Nawet nie wiedziałem, że nabyłem razem z domem takiego cudaka. Przestawiłem go bliżej szopy i poszedłem do przerwanej pracy. Podniosłem łopatę, kiedy w krzakach coś zaszeleściło, po sekundzie wyłoniła się z nich głowa Szymona.
– No tak któż by inny! Dawno Cię tu nie było. Jakiś dzisiaj dzień odwiedzin? Ktoś jeszcze tam się czai za tobą w krzakach?
Przeszedł przez ogrodzenie i stanął naprzeciwko.
– Podsłuchiwałeś oczywiście?
Wzruszył ramionami.
– A może znowu na grzyby? – Rzuciłem kolejne ironiczne pytanie.
Ponownie wzruszył ramionami
– Grzybów nie ma – odparł.
– Wiesz co? Jak już jesteś, to mi pomóż. Weź łopatę. Ja będę kopał, a ty odgarniaj tę ziemię na bok.
– Nie chce mi się jeść.
– Sądzisz, że znowu zapłacę ci nauką gotowania i obiadem?
Patrzył i nie odpowiadał.
– Dobra tym razem będzie coś bardziej męskiego.
– Co?
– Zobaczysz. Dawaj! Bierz się do roboty.
Na początku chłopak zgarniał ziemię trochę nieśmiało, potem coraz energiczniej. Po kilku minutach widać było, że się zaangażował na dobre. Kiedy plac obniżył się na dobre pół metra, mieliśmy dosyć. Pot spływał po całym ciele. Kręgosłup dawał znać bólem na przerwę. Zamaszyście wbiłem łopatę.
– Dobra. Odpoczynek – sapnąłem.
Chłopak machnął łopatę na bok i usiadł.
– Choć napijemy się. Napompuj wody do wiadra, tylko wypłucz je najpierw. Pójdę po szklanki i cytrynę zrobimy lemoniadę.
Po chwili wyciskałem sok z cytryn bezpośrednio do wiadra, wrzuciłem wyciśnięte cytryny, dosypałem cukru i na koniec dodałem kilka liści świeżej mięty. Wypiliśmy duszkiem po dużej szklanicy. Położyłem się na ziemi i przymknąłem oczy. Szymon siedział po turecku.
– Co teraz? – Zapytał po chwili.
– Poczekaj. I nie marudź choć przez moment.
Nie odezwał się i położył obok.
Leżeliśmy tak może z pięć minut, kiedy znowu zapytał
– Będzie pan jeździł na tym skuterze?
– A czemu nie? – odparłem. – Podobno poprzedni mieszkaniec jeździł. Znałeś go?
– Kogo?
– Poprzedniego lokatora tego domu. Tego z zeszłego roku.
– Nie. Tu nikogo nie było.
– Jak nie było?
– Dom stał pusty. Stoi pusty od wielu lat – dodał.
Podniosłem się, podpierając na łokciach.
– Jesteś pewien?
– Przecież mówiłem, że był mój dom, zawsze do niego przychodziłem, nikogo tu nie było.
– Wiesz co? Już czas. – Poderwałem się na nogi. Poczekaj tu.
– Na co czas? – Zapytał, kiedy wróciłem.
– Chodź. Wiesz, co to jest? – Wyjąłem pokrowiec, w którym w osobnych kieszonkach siedziały cztery rzutki.
– Noże – odparł.
– Tak. Takie noże do rzucania. A wiesz, co to jest? – Rzuciłem na ziemię kilka shurikenów.
– Jakieś gwiazdki?
– Tak można powiedzieć. To shurikeny, stalowe gwiazdki. Też do rzucania. I nie są to zabawki, weź do ręki, zobacz jakie ciężkie.
Chłopak podniósł jedną gwiazdę.
– No! Ciężkie – powiedział z przejęciem.
– Dasz rade tym rzucić?
Zważył w ręku jeszcze raz shurikena.
– Dam.
– No to zobaczymy. Chodź.
W lesie spędziliśmy dwie godziny. Chłopak mocno podekscytowany rzucał shurikenami z zaskakującą muszę przyznać łatwością. Wprawdzie sztuka wbicia nie jest żadną trudnością, ale siła i celność, jaką się wykazywał była zdumiewająca. Gorzej mu szło z rzutkami. Stalowe cięższe od gwiazdek Bullseye Smith and Wesson musiały być rzucone naprawdę silnie i wymagały opanowania rotacji, aby u celu znaleźć się ostrzem do przodu.
– Nie przejmuj się nauczysz się. Wszystko polega na właściwej ocenie odległości, to do niej dobierasz siłę, z jaką nadajesz rotacji, aby nóż obrócił się odpowiednią ilość razy. Te są trochę za ciężkie dla ciebie, ale na bliskie odległości dasz radę.
– Zabiłeś kogoś ?
Zawahałem się
– Sądzisz, że bym ci o tym powiedział? Nie, nie zabiłem – dodałem po chwili.
– To dlaczego to wszystko potrafisz?
– Dobre pytanie – uśmiechnąłem się – Może dlatego, że my mężczyźni ciągle się czegoś boimy.
– Ja chciałbym.
– Co byś chciał ? – zapytałem.
– Zabić.
– Chciałbyś zabić człowieka?
– No, nie tak dla zabawy, ale czasami sobie wyobrażam, że jest ktoś zły i wtedy ja go zabijam.
– Co to znaczy zły ?
– No, na przykład ktoś napada na moja siostrę, ona woła pomocy i wtedy ja umiem świetnie posługiwać się bronią i załatwiam go, a najlepiej kilku.
– Nie wolno ci tak myśleć, to złe myśli, chore.
– Ale oni w moich myślach są źli.
– Nie! – Przerwałem ostro. – To szukanie usprawiedliwienia dla zabijania. Nawet się nie obejrzysz, jak wszyscy wydadzą ci się źli.
– Skąd wiesz? Zabiłeś kogoś?
– Nie, nie zabiłem, już ci mówiłem.
– To skąd wiesz?
– Bo wiem, że to złe. Każdy to wie. Nikt ci tego nie mówił ?
Wzruszył ramionami.
– Myślałem, że to sprawiedliwe.
– Nie jest sprawiedliwe, nie zrozumiesz tego. Niczego cię już nie nauczę, jeśli będziesz tak myślał – dodałem. – Zostaw to, zabrałem mu nóż. Chodź, robi się ciemno, rozpalimy ognisko. Ogień wiele tłumaczy i łagodzi głupie myśli.

Czytaj kolejny rozdział → KORYTARZE PRZESZŁOŚCI

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. ~Mokka

    6 lipca 2015 o godz. 10:03 pm

    Lekkości tekstowi nie brak, ale przydałby się korektor 😉

    I więcej.. myśli , tych wewnętrznych. Zmuszają i mnie do zastanowienia.
    Część „…A kto chciał zostać Bogiem” pod tym względem świetna.

    Pisz i nie przestawaj :)

     
    • Lampart

      6 lipca 2015 o godz. 10:06 pm

      Bardzo dziękuje za komentarz. Przemyślenia będą – nie wyobrażam sobie inaczej. Korekta wskazana, ale nie możliwa.
      Teksty idą na gorąco bez poprawek, często w nocy przy papierosie i drinku.

       
  2. ~Luna

    6 lipca 2015 o godz. 10:08 pm

    Można zakochać się w tym miejscu, nawet tam nie będąc. Świetny tekst, który wprowadził mnie w jakiś inny, cudowny świat.

     
  3. ~Ania

    6 lipca 2015 o godz. 10:10 pm

    „..my mężczyźni ciągle się czegoś boimy.” napisałeś.
    Czego? Pytam naprawdę, chciałabym wiedzieć.

     
    • Lampart

      6 lipca 2015 o godz. 10:13 pm

      Czego boja się mężczyźni… Mężczyźni obawiają się choćby utracenia swojej społecznej pozycji. Historia wyznaczyła im – a może to jakieś pierwotne atawistyczne podłoże – role zdobywców, opiekunów. Kobieta po porostu jest kobietą – od pierwszej menstruacji. Mężczyzna codziennie musi się nim stawać.Znamy określenia; nie bądź baba, nie płacz, bądź mężczyzną, miej jaja, co to za facet co nie umie utrzymać rodziny, ale z niego facet, i tak dalej i dalej.Tak wiec mężczyzna w całym swoim życiu musi pokazywać, że jest mężczyzną. Utrzymywać rodzinę – bo to obowiązek, nie beczeć, bo zaraz straci pozycję, musi być twardy, bo zaraz powiedzą baba nie facet – jest takich czynników wiele i trudno to opisać w kilku zdaniach.

       
      • ~Ania

        6 lipca 2015 o godz. 10:16 pm

        Wiesz, to mnie jednak ciągle zadziwia. Świat się zmienia i role nie są już tak wyraźne a my wciąż wracamy do archetypów Kobieta-Kochanka, Matka, mężczyzna- Zdobywca. Rzeczywiście kobietom jest łatwiej, one są bardziej osadzone w życiu, relacjach, ciele, rytmie i zawsze mają dokąd wrócić po ewentualnej porażce, może dlatego lęk im tak bardzo nie wadzi.
        A mężczyźni całe życie udowadniają, jak mówisz, że są jakimś obrazem mężczyzny, twardym jak skała, zaradnym jak Rumcajs. I to są rzeczy nie do udowodnienia, bo radzenie sobie nigdy się nie kończy, pozycja nigdy nie jest zdobyta na zawsze. Nie chodzi o to, żeby nie radzić sobie i siedzieć w kucki nic nie robiąc, tylko bez lęku, że wraz z utratą tego obrazu męskości traci się tożsamość byłoby chyba mężczyznom lżej.
        Osobiście najbardziej lubię w mężczyźnie człowieka, który może oddychać pełną piersią. I nie musi się wtedy tak okopywać.

         
        • tank

          6 lipca 2015 o godz. 10:26 pm

          Ostatnim zdaniem potwierdzasz regułę. Jako kobieta nie napisałaś;, mężczyznę inteligentnego czy przystojnego., a oddychającego pełną piersią, a kiedy mężczyzna może oddychać pełną piersią? Jak ma kasę! Czyli walka,walka i ciągła obawa, masz kasę jesteś mężczyzną, żyjesz i kobiety cię chcą, nie masz kasy popierduiłka. I tak to własnie działa.

           
          • Ania

            6 lipca 2015 o godz. 10:36 pm

            Myślę,że jak mężczyzna uważa, że do oddychania pełną piersią potrzebne mu pieniądze, to widać tak jest i tym musi się zająć, zdobywaniem pieniędzy.
            O inteligencji nie piszę, bo jest oczywista. Prawdziwie inteligentny facet myśli za siebie i wybiera to co go określa.Choć i z inteligentnym człowiekiem trudno się dogadać kiedy jest w swoją mądrość i opinie zapatrzony. Przystojny? Dla mnie może być mały i pękaty jeśli ma siłę i charakter. Ale to jest indywidualne.
            A jak mężczyzna potrzebuje ciągle walczyć żeby się sprawdzić to tak widać ma i naprawdę wierzę że wie lepiej. Nie odmawiam mu tego, myślę tylko, że ciężko tak się żyje. I dla kobiety to często abstrakcja. Z lęku że sobie nie poradzę, ani z walki nic się przecież nie tworzy i pieniędzy nie przybywa. Przybywa dopiero od działania.

             
            • tank

              6 lipca 2015 o godz. 10:46 pm

              Ale jednak to facetem musi utrzymać rodzinę. I własnie musi posiadać siłę i charakter. Kobieta wystarczy, że mu się podoba zewnętrznie i nie jest słodką idiotką. A facet na codzien musi jakoś pokazywać tą swoja siłę

               
              • Ania

                6 lipca 2015 o godz. 10:58 pm

                Zgadzam się z Tobą, dobrze jak facet jest silny i umie utrzymać rodzinę. Ale dla mnie to nie znaczy,że zawsze musi wiedzieć co robić i być człowiekiem codziennego biznesowego sukcesu. Może mieć wątpliwości, słabości i chwile zwątpienia, przecież jest człowiekiem, i może to przyznać, nie zawsze trzymając gardę. To się wszystkim zdarza, więc nie ma po co udawać, że mężczyzna czy kobieta zawsze staja na wysokości zadania. Bardziej sobie cenię to, że facet szuka wyjścia z trudnej sytuacji, otwiera się i próbuje się podnieść, nawet jeśli to zajmuje czas.

                 
  4. Jagoda

    6 lipca 2015 o godz. 11:02 pm

    Ciekawe ile jeszcze tajemnic ukrywa ten niezwykły dom.

     
 
error: Content is protected !!