RSS
 

Myślę, więc mnie nie ma…

jezioroRozdział XVI

Człowiek myśli o sobie błędnie. Człowiek z natury nie jest dobry. Jest tym złym. Myślenie o dobroci w istocie ludzkiej jako części składowej pierwotnej bądź choćby, że jest przy narodzinach jak tabula rasa, to pobożne życzenie wyrastające z dumy ludzi, władców świata. Ewa zerwała jabłko, Mojżesz zabijał narody, wojny walki podchody i kłótnie. Gdybyśmy mieli w sobie jakiś pierwiastek dobra nie potrzebna by była etyka, moralność, nakazy zakazy, policja, wojsko. Hitler w cywilizowanym świecie puścił z dymem całe zastępy ludzi. Człowiek jedynie dąży do bycia dobrym, marzy o tym, jak o idealnej miłości, a jeśli do czegoś zmierzasz, to znaczy, że tego nie masz. Gdyby zgasić na tym świecie światło w ułamku sekundy wyszłaby natura człowieka i całe te wieki odmałpiania okazałby się niczym innym jak tylko udoskonalonym systemem osaczania i trzymania w ryzach. Wojny średniowieczne zamieniono na wojny o pieniądze. W pewnym sensie biznes jest wentylem bezpieczeństwa, substytut władzy i gra, walka bez miecza. Mimo to nie ma w historii ludzkości nawet dwudziestu lat bez wojen, wojna jest permanentnym składnikiem życia ludzkiego. Zawsze gdzieś na świecie trwa wojna albo święta wojna. A kiedy nadejdzie kryzys, ulice zaroją się od tłuszczy i nikt wtedy nie będzie zachwycał się Horacym, nikt nie będzie cytował Goethego. Wszyscy będą mieli umysł Kaliguli, a na imię Neron. Dzieje się tak, bo mamy uczucia. To one są wszystkiemu winne. To one sprawiają, że jednego dnia możemy kochać, a drugiego nienawidzić. Raz czynić dobro, a raz rąbać czaszki. Człowiek jako ten zły potrzebuje arbitra do rozstrzygnięcia o winie, o tym, czy postąpił dobrze, czy zachował się jak cham, kogoś bezstronnego, kogoś, kto nie jest związany emocjonalnie, chłodnego sędziego, ale i tu tkwi pułapka, bo i ten sędzia się myli. Na zgliszczach dramatu powstają u niego uczucia, uczucie pierwszego wrażenia, niechęci czy odwrotnie – sympatii. Nie potrafimy nawet uczciwie sądzić. Nawet altruizm jest podyktowany nieświadomym egoizmem. Czy da się uciec od siebie a co za tym idzie od zła? Oderwałem wzrok od nieba, wstałem z fotela i zanurzyłem się w chłodzie domu. Upchnąłem paczkę papierosów do kieszeni, do drugiej powędrowała zapalniczka. Wyszedłem i skierowałem się nad jezioro. Słońce już zachodziło, ale do końca dnia było jeszcze kilka godzin. Wolno przedzierałem się przez zieleń. Minąłem pierwsza plażę i zbliżyłem się do drugiej, stanąłem na skraju wody. Spojrzałem na prawo, na brzeg, który łukiem otaczał wodę. Na pobliskim pomoście, ujrzałem skuloną postać. Siedziała z podkulonymi nogami, obejmując je rękoma i podpierając głowę o kolana. Poszedłem ścieżką wzdłuż brzegu. Kiedy doszedłem do pomostu, a moje kroki delikatnie zadudniły na deskach, obejrzała się. Podszedłem i usiadłem zwieszając nogi nad wodą. Nie padło ani jedno słowo. Spojrzałem w dół, ujrzałem swoje niewyraźne oblicze. Podniosłem głowę. Słońce pomarańczową czerwienią stało jak żółtko na przeciwległym brzegu na kilku pomostach jednocześnie.
– Myśli pan czy patrzy? – Usłyszałem pytanie.
Zastanawiałem się przez chwilę.
– Nie wiem, chyba jedno i drugie.
– Da się patrzeć i myśleć?
– Chyba tak.
Znowu zapanowała cisza. Znowu gdzieś plusnęła ryba.
– Co pan teraz widzi?
– Teraz? Jezioro, czystą jego równą taflę, zachodzące żółtko słońca, kogoś na pomoście po drugiej stronie, dwa łabędzie z trzema młodymi znikające w szuwarach.
– Podoba się panu ich kolor? Jaki on właściwie jest?
– Młodych łabędzi? Ciemny szary. Jakiś taki brązowy
– O czym pan myślał, na nie patrząc?
– O niczym skupiłem się na ich wyglądzie.
– A no właśnie – Uśmiechnęła się smutno.
– Co waśnie? – Zapytałem zaczepnie.
– Robi pan to specjalnie? – odpowiedziała pytaniem.
– Co?
– Nie wygląda pan na faceta, który nie myśli.
Tym razem ja się uśmiechnąłem, poprawiłem i usiadłem twarzą w jej kierunku.
– Lubi pani taką grę?
– Jaką?
– Słowno–filozoficzną można by rzec.
– Lubię rozmawiać.
Patrzyłem na jej profil. Teraz kiedy została przerwana cisza, mogłem robić to prawie bezkarnie.
– Przyjechał pan na urlop?
– Nie. Mieszkam tutaj od niedawna.
– Gdzie?
– Jak powiem, że w samym środku lasu uwierzy pani?
Spojrzała mi w oczy
– W domu Kuchty?
– Tak. Skąd pani wie?
– Nie boi się pan?
– Czego?
Zawahała się.
– Lasu.
– Nie. Dlaczego?
– Z lasem bywa różnie – powiedział cicho.
– To znaczy?
– I pan tak na stałe tutaj? – Odpowiedziała pytaniem.
– Tak. Czy to dziwne?
– Co pan będzie robił w tej dziurze? Jest pan pisarzem albo malarzem?
– Może – znowu się uśmiechnąłem.
– Ma pan tu jakąś rodzinę?
– Nie.
– Spadek?
– Nie.
– Jest pan taki na nie. Spróbujmy znaleźć coś na tak. Niech zgadnę. Polubił pan to miejsce?
– Brawo.
Pokiwała głową. – Ja go nie cierpię.
– Dlaczego?
Nie odpowiedziała. Milczała dalej, patrząc na jezioro.
– Chłodno się robi – szepnęła po chwili.
– Zapraszam na herbatę albo jeszcze lepiej na ognisko – wypaliłem odważnie, nie wiedząc dlaczego.
– Rzuciła krótkie spojrzenie.
– Próbuje pan mnie podrywać?
– Za młoda pani jest, albo inaczej, ja za stary jestem. To tak po prostu, czasami chce się porozmawiać z kimś, a nie tylko z samym sobą. O przepraszam, skłamałbym, nagminnie nawiedza mnie dzieciak z sąsiedztwa, ale to nie to samo.
– Pierwsza długa odpowiedz. I nos się panu wydłużył. Czyżby pan kłamał?
– Pani bywa czasami wesoła? – Zbyłem pytanie.
– Złośliwość?
– Nie. A zapraszam, bo zaintrygowała mnie pani. Zaś co do wzroku to powiem pani, że można by powiedzieć, że rzadko widzimy. Podobno mózg zapisuje w swojej pamięci obrazy, które są naszą codziennością bądź są ustalone matematycznie czy fizycznie. Dalej to już zwykła projekcja. Tylko co jakiś czas nasz biologiczny komputer otrzymuje sygnał od wzroku obrazu rzeczywistego i nakłada go na obraz zapamiętany, porównując czy coś się zmieniło czy też nie. Dlatego wchodząc do własnego pokoju, czasami czujemy, że coś jest nie tak. Po chwili orientujemy się, że ktoś był i przestawił o dwa centymetry wazonik, czy że zniknął słonik, który stał na kominku.
– Choć to miłe przyznam, niech pan się nie stara. Może innym razem.
– Szkoda, ale ma pani rację, po co zdradzać samotność.
Drgnęła, jakby ją te słowa ukłuły. Spoważniała jeszcze bardziej.
– O której to ognisko? – Zapytała po chwili.
– No myślę, że jak się ściemni.
– Muszę już iść – to mówiąc podniosła się. – Zostaje pan?
– Nie. – Wstałem i otrzepałem spodnie.
– Do widzenia.
– Może odprowadzić panią?
– Dziękuję, idę w przeciwnym kierunku.

Czytaj kolejny rozdział → BOGA WOJNY IMIĘ MOJE JEST…

Zostaw odpowiedź

 


 
 
error: Content is protected !!