RSS
 

Pierwsze dni…

26 kwi

Moje pierwPierwsze dnisze dni na odludziu to porządkowanie, sadzenie, kopanie i podlewanie. Podczas takich czynności, kiedy cisza przerywana jest tylko szumem liści, śpiewem ptaków w głowie rodzą się myśli. Patrzysz na to co robisz i uzmysławiasz sobie, że kiedy człowiek zostanie sam ze sobą, zaczyna stawać się twórczy. Zaczyna oddziaływać na swoje wnętrze i zewnętrze i to w sposób najprostszy z możliwych. Nic nie rozprasza jego myśli, nic nie znaczące prace zaczynają sprawiać ogromną przyjemność i z nic nieznaczących stają się treścią, sednem, twardym fundamentem. Wypełniają umysł, karmiąc go lepiej niż wszystko inne co robił wcześniej, kiedy myślał, że robi coś najważniejszego na świecie – tam w mieście. Po jakimś czasie samo-wyalienowania dochodzi się do wniosku, że samotność uwalnia od czegoś ogromnie istotnego – od rywalizacji – nic nas nie goni, nie trzeba biec, wystarczy spokojnie iść. Wszczepiony w mieście imperatyw pogoni umiera, czas zwalnia, nabiera wartości nadrzędnej. Uzmysławiamy sobie, że życie w mieście to droga wyboista, zaskakująca, kręta, bolesna i porośnięta gąszczem ludzkich problemów, zbędnych i nonsensownych poczynań, które jednoczą i zrównują nasze działania z lotem ćmy, powodują, że zachowujemy się irracjonalnie i rozbijamy razem – ona o żarówkę, my o cywilizację.Tymczasem, kiedy ten cały miejski kurz opadnie, kiedy odetniemy pępowinę łączącą nas z cywilizacją, okazuje się, że szczęście i radość wewnętrznego przepływu jest wystarczająco stymulująca, bezpieczna, że zagrozić nam może jedynie wiatr, ogień, woda i susza. Nie wymieniam głodu, bo nie da się zginąć w naturze – to kolejne ciekawe odkrycie…
Po przyjeździe w to miejsce, dni zamieniły się w sekundy, a tygodnie w minuty – jak najlepsze wakacje w dzieciństwie. Sadzenie kwiatów czy warzyw stało się ciekawe, a każdy zerwany, tak wyhodowany owoc, doznaniem doniosłym i uczuciem niemierzalnym. Jednak coś mi podpowiadało, że nie da się tak łatwo wyrwać z ludzkiego świata. I miałem rację w krzakach czaił się ktoś, o czym dowiecie się z kolejnego rozdziału „Tajemniczy nieznajomy” Świat w zanadrzu miał kilka silnych kart, które zmusiły mnie do podjęcia kroków jakich Wy byście nigdy nie podjęli…ja przekroczyłem wcześniej tę granicę i choć nie chciałem, dokonałem tego ponownie…

 
 

Tagi: , ,

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. Jagoda

    27 maja 2015 o godz. 6:56 pm

    Obcowanie z przyrodą sam na sam to jedno z najwspanialszych doznań…ta cisza, spokój niczym niezmącony są dla mnie balsamem… doświadczam tego podczas każdej wędrówki po górach…
    Ty Masz swój las , swoją chatkę…szczerze zazdroszczę i nieprzerwanie podziwiam…

     
 
error: Content is protected !!