RSS
 

Samotna noc…

Samotna noc.jpg Rozdział III

Odwiozłem starego Kuchtę do domu. Pożegnałem się, obiecując, że jutro po południu wpadnę i jeśli będzie wszystko w porządku, sfinalizujemy transakcję. Następnie pojechałem do pobliskiego sklepu, gdzie kupiłem chleb, jajka, pomidory, śmietanę, herbatę i kilka innych produktów, które wydawały mi się niezbędne, aby przetrwać do rana. Zaraz obok sklepu spożywczego znajdował się monopolowy, będący jak się okazało jednocześnie sklepem chemicznym, kwiaciarnią, punktem Lotto, sklepem odzieżowym oraz AGD. Tam z kolei nabyłem czajnik, butelkę Johnie Walkera, papierosy i sok pomarańczowy. Zapakowałem wszystko do bagażnika i udałem się w drogę powrotną. Po drodze jeszcze tylko wjechałem na podwórze gospodarstwa, gdzie na płocie już wcześniej zauważyłem tabliczkę z napisem: „Gaz 45 zł”. Po chwili wpakowałem pełną butlę do samochodu. Teraz miałem już wszystko, tak zaopatrzony mogłem spokojnie udać się w być może już moje ostępy leśne. Mówiłem sobie „być może”, ale prawda była taka, że musiałem nabyć ten dom. Nie miałem czasu dłużej szukać, zresztą co tu gadać – podobał mi się, był w dobrym stanie, na całkowitym odludziu, świetnie schowany. Posiadał wszystko to, czego oczekiwałem. Jednak widać człowiek tak ma, iż lubi się delektować odwlekaniem momentu podjęcia ostatecznej decyzji.

Kiedy zaparkowałem samochód i wysiadłem, poczułem się jednak trochę jak intruz. Spojrzałem na dom. Wyglądał niewinnie, też na mnie patrzył tymi swoimi brudnymi szybami. Odniosłem dziwne wrażenie, że z nas dwóch to nie on tu jest opuszczony i samotny. Rozejrzałem się, właściwie środek lasu może tu przyjść nikt albo wszyscy, dziwne uczucie. Ziemia, na której stał, nie miała ogrodzenia, co w czasach mocno rozbudowanego poczucia prywatności nie dawało pełnego komfortu psychicznego. Jednak czy to zdrowy objaw? Czy tworzenie jakiś dwu przestrzeni jest objawem pozytywnym, czy jest to wynik lęku, czy może próba poszerzania granic swojego ciasnego ograniczonego zniewolonym umysłem wewnętrznego świata – diabli wiedzą. W każdym razie znając człowieka i jego możliwości obiecałem sobie, że ogrodzenie będzie jedną z ważniejszych czynności, jakie znajdą się na liście moich tutejszych potrzeb.
Wtaszczyłem wszystkie zakupy do środka. Zmagazynowałem je w kuchni, rozejrzałem się. Zajrzałem do szafek, były w nich jakieś zdekompletowane serwisy, szklanki, kieliszki i całe mnóstwo kubków. Wyjąłem jeden i wrzuciłem do zlewu. W kącie stała lodówka, drzwi do niej były uchylone. Odnalazłem kabel i wetknąłem wtyczkę do gniazdka. Dał się słyszeć mocniejszy wstrząs i już po chwili mruczała jednostajnie. Odkręciłem kurek w kranie, woda wystrzeliła silnym strumieniem, była zimna jak lód. Zastanowiłem się, gdzie może znajdować się podgrzewacz, o którym mówił Kuchta. Odnalazłem go zupełnie niespodziewanie w małym zabudowanym magazynku pod schodami. Podłączyłem do gniazdka. Wróciłem do zlewu i sprawdziłem. Po chwili woda w kranie zaczęła robić się cieplejsza, działa, stwierdziłem z zadowoleniem. Zakasałem rękawy, wyjąłem ścierki, jakie zakupiłem w sklepie i rozpocząłem pierwsze sprzątanie, w swoim nowym domu, moja energia i zapał oszukiwały mnie, że zajmie to tylko chwilę. Po jakimś czasie z każdym kolejnym machnięciem zmywakiem uświadamiałem sobie, że były to złudne myśli, a kiedy będąc jako tako zadowolonym z postępów, spojrzałem na zegarek była godzina osiemnasta trzydzieści.
– Dobra, dosyć – pomyślałem i majtnąłem ścierę do zlewu, reszta jutro.
Zerknąłem ostatni raz na swoje dzieło. Kuchnia wyglądała jako tako, jednak salon i cała reszta prezentowała się paskudnie. Wyszedłem na taras, usiadłem na schodach i zapaliłem papierosa. Zachodzące słońce przebijało się pomiędzy drzewami, tworząc niczym szklane tafle wysokie ściany ciepłego światła, a tam, gdzie gęstwina duża pojedyncze promienie barwiły się, prześwietlając zieleń liści, następnie znikały gdzieś w rozproszeniu. Nikotyna oraz coraz bliższa myśl, że to koniec mojej podróży uwalniały we mnie pokłady dopaminy, dając wspaniałe uczucie spokoju i lekkości. Na sośnie stojącej najbliżej domu usiadła sroka. Przeskoczyła niczym na jakiś dwu tyczkach z gałęzi na gałąź i znowu i wyżej. Zawsze dziwiło mnie, że ptaki robią, to tak lekko i bez wysiłku. Sroka zatrzymała się, przekręciła głowę, nieruchomiejąc na ułamki sekund, aby znowu odbić się i tym razem odlecieć znikając gdzieś w dali. Skończyłem palić, nie wiedziałem co zrobić z kipem, wstałem, zszedłem po schodach, kucnąłem i wkręciłem go w piasek. Podniosłem się i postanowiłem przejść dookoła, zlustrować teren. Trochę z ciekawości, ale głównie z ostrożności niczym kot bądź samotny wilk ustanawiający swój nowy rewir.
Przechadzając się, znowu pomyślałem o płocie. Postanowiłem, że będzie idealnie przebiegać zgodnie z linią gęstych zarośli otaczających ściśle jałowy, szarobrązowy teren, na którym stał dom. Jednak kiedy znalazłem się na tyłach chaty, sytuacja trochę się w tym zakresie komplikowała. Teren natychmiast opadał sporym skosem w dół. Dopiero teraz zorientowałem się, że dom, a dokładnie jego połowa, wisi w powietrzu wsparta jedynie na trzech grubych słupach. W dole znajdowała się polana porośnięta, bujną, wysoką trawą z gdzieniegdzie porastającymi ją małymi wysepkami młodniaków, dalej widać było połyskującą czarno srebrzyście taflę jeziora. Pejzaż był sielankowy wręcz kiczowato pocztówkowy. Usiadłem na ziemi i ponownie zapaliłem papierosa. Patrzyłem gdzieś w dal i niby wszystko widziałem, ale moje myśli nie skupiały się na obrazie, raczej traktowały go jak tło, jako szachownicę, na której mogły sobie swobodnie poskakać, a to tu, to tam. Dziwne uczucie siedzieć tak samemu gdzieś pośrodku lasu, w obcym miejscu, w obcym świecie, palić papierosa nikomu nie byś potrzebnym i nikogo nie potrzebować.
Zgasiłem papierosa, wstałem, spojrzałem na skarpę – tak, tu płot to bzdura, tu przydałby się taras – pomyślałem. Wracając, zajrzałem do samochodu. Z bagażnika wyjąłem koc, laptopa i torbę z ciuchami. Dokładnie zamknąłem samochód i poszedłem do domu. Torba z rzeczami znalazła swoje miejsce na górze w sypialni. Wypakowałem z niej kosmetyczkę i zaniosłem do łazienki. Zszedłem na dół i na kuchennym stole odpaliłem laptopa. Lodówka już zaczynała chłodzić, butelka whisky wyraźnie obniżyła swoją temperaturę. Nalałem porządną porcję do szkockiej, postawiłem na stole, odsunąłem krzesło, sprawdziłem, czy jakieś niepołamane i usiadłem. Przełączyłem telefon na internet i uruchomiłem bluetooth. Po sekundzie ikonka na ekranie laptopa zmieniła kolor. Odpaliłem Google, wszedłem na pocztę, parę reklam i nic poza tym. Wszedłem na Onet, zerknąłem na wiadomości.

Krystyna Podleska zapisała się w pamięci Polaków jako Ola z „Misia” oraz słodka Nelly z „Barw ochronnych”. Co stało się z popularną na początku lat 80. aktorką?

Kopacz w ogniu pytań.

Ostry spór w sejmie.

Czytałem nagłówki. – Nic ze świata – pomyślałem, wszystko z kraju, przełączyłem na wp.pl. To samo. – Kurwa – zakląłem pod nosem – czy Polacy żyją tylko sobą. Przeszedłem na BBC news.

Hiszpania zapowiada dalsze ograniczenia.

Izrael domaga się od powstrzymania Iranu od produkcji wzbogaconego uranu.

ONZ przewiduje 700 tys. uchodźców z Syrii.

Przeczytałem kilka artykułów. Sprawdziłem kursy walut. Nie mogłem jednak się skupić, coś mnie ciągnęło gdzie indziej, to nowe miejsce absorbowało całe moje myśli. Wypiłem drinka, wstałem i nalałem kolejnego. Skierowałem się do wyjścia, zabrałem ze sobą butelkę i papierosy. Poszedłem za dom na skarpę. W piasku wywierciłem zarówno szklanką, jak i butelką zagłębienia i postawiłem je bezpiecznie. Spojrzałem przed siebie – zmierzchało. Zamyśliłem się – to pierwszy wieczór, pierwsza moja noc… Gdzieś na drugim końcu świata, samotny wieczór i samotna noc. To było gdzieś we mnie od zawsze, ta samotność, ta niczym nieograniczona klatka czekała na mnie od urodzenia. Jak to wszystko się zaczęło? Czemu się wydarzyło? Urodziłem się gdzieś tu w tym kraju, choć nie wiele już po tym w pamięci pozostało. Tu też urodził się mój brat, którego nie znałem. Zmarł, zanim się urodziłem w jakimś zapyziałym szpitalu na śląsku. Nosiłem jego imię…taki numer dwa byłem, taki drugi. Miałem też drugie imię… Nigdy mi się nie podobało, kiedyś sprawdziłem, co oznacza – ten, co niesie krzyż – przeczytałem w księdze imion i jeszcze bardziej stało się dla mnie drzazgą. Wziąłem porządny łyk ze szkockiej i odstawiłem szklankę, wkręcając ją starannie jak za pierwszym razem. Wiele lat później zmieniałem imiona i nazwiska i to nie raz. Było jednak za późno, było raczej skutkiem niż prewencją… – Tak – westchnąłem – nie można rodzić się w zastępstwie, nie można nadawać dzieciom imion, których znaczeń się nie rozumie. Znowu wziąłem łyk whisky. Podniosłem butelkę, dolałem do połowy szklanki i odstawiłem jedno i drugie za to wziąłem papierosy, zapaliłem, zaciągnąłem się mocno i położyłem. Patrzyłem w niebo, które powoli pokrywało się coraz mocniej jaśniejącymi gwiazdami. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Co jest tam? Zawsze, kiedy spojrzy się w nocy w niebo wszystko inne, wszystko, co ludzkie, co ziemskie, staje się mniejsze, takie bez znaczenia, takie miniaturowe, śmieszne, a po chwili pojawia się pytanie „co jest tam?” Znowu się zaciągnąłem – Wielka niedźwiedzica, Droga mleczna, Krzyż południa, Lisek – brzmi miło. Ludzie kochają tę daleką przestrzeń – tam wysoko, a nawet tam dalej za gwiazdami – tęsknią, jakby podświadomie czując, że są gdzieś stamtąd – inaczej po co by tak nostalgicznie patrzyli do góry, nadając tak ciekawe intrygujące nazwy, czemu by kochali? Leżałem, rozmyślając mniej więcej do połowy flaszki. Leżałem sam, popijając i paląc papierosa jednego za drugim.
Kiedy poczułem, że alkohol zrobił już swoje, wstałem, otrzepałem się i wróciłem do domu. Zajrzałem do lodówki. Wyjąłem pomidory, pociąłem w nieregularne kawałki, poszatkowałem na drobno cebulę, posoliłem i wszystko zalałem śmietaną. Ukroiłem dwie solidne pajdy chleba, cienką warstwą posmarowałem masłem. Jadłem w ciszy, która mi trochę doskwierała, nie lubiłem jeść w ciszy. Trzeba będzie pomyśleć o jakiejś antenie i telewizji — przeszło mi przez głowę. Kiedy skończyłem, umyłem miskę – nie zostawiałem nigdy brudnych naczyń do rana. Alkohol i jedzenie spowodowały, że powoli senność zaczęła zakradać się do mojego umysłu. Poszedłem do sypialni, z torby wyjąłem trzy dwustu gramowe stalowe rzutki – noże, z którymi się nigdy nie rozstawałem, oraz pistolet beretta 9 mm. Zszedłem na dół, jedną rzutkę zostawiłem przy schodach, wciskając między poręcz a tralkę, drugą położyłem pod poduszką, trzecią umieściłem przy drzwiach w szczelinie między futryną a drewnianą ścianą. Berette wetknąłem pod kanapę, sprawdzając, czy można po nią łatwo sięgnąć. Nalałem jeszcze łyk do szklanki i wypiłem jednym haustem. Zamknąłem drzwi, zostawiając klucz w zamku w pozycji poziomej, uniemożliwiało to wsadzenie innego z drugiej strony, pogasiłem światła, rozłożyłem koc i zapaliłem ostatniego papierosa.

Czytaj kolejny rozdział → PORANEK

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. ~Mokka

    3 stycznia 2013 o godz. 10:12 pm

    Przeczytałam wszystkie dostępne teksty i wróciłam tu, bo tu najbardziej zaskoczył mnie brak „zgrzytu” między językiem dość swobodnym i dosłownym a trafnością i zgrabnym ujęciem myśli , czy też odczuć, które samemu się myśli czy czuje, a nie zawsze potrafi wyrazić słowami. Przeszkadzają zbyt szczegółowe opisy czynności i trochę błędów, żeby nie było za słodko :) . Czekam na ciąg dalszy, zaciekawiona nie tyle historią, ile przemyśleniami. Pozdrawiam.

     
  2. Panthera Pardus

    6 stycznia 2013 o godz. 5:58 pm

    Dziękuję za komentarz – błędy są i niestety będą – tekst powstaje bezpośrednio na stronie. Z drugiej strony gdyby pisać bezbłędnie, to znaczy odebrać pracę „korektorom”

     
  3. ~Piękny_Umysł

    6 listopada 2013 o godz. 5:17 pm

    Przyjemna, zajmująca lektura…wzbudza ciekawość czytelnika, rodzi pytania…. Które jak wiemy nie zawsze są pożądane. Najbardziej podoba mi się polska, wiejska część. Światowe dygresje już mniej. Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam

     
  4. Jagoda

    7 sierpnia 2014 o godz. 11:31 pm

    Lektura wciąga….niesamowicie , więc idę dalej

     
  5. ~czarny

    12 sierpnia 2014 o godz. 2:41 pm

    O widzę że nie sam po tych odmętach leśnych chodzę.Chałupka z opisu maluje się nawet nieźle.
    No ja nie czekam na ciąg dalszy bo już sobie przejdę.

     
  6. Laura

    27 listopada 2014 o godz. 7:10 pm

    Ciesze sie ze trafilam tutaj jak juz jest ciag dalszy.

     
  7. ~mag*iczny

    30 grudnia 2014 o godz. 2:55 pm

    dobry , klimatyczny opis lesnej głuszy i swoich nastojow , emocji i stanu umysłu -brawo.

     
  8. Jagoda

    1 maja 2015 o godz. 12:25 pm

    Pierwsza noc w nowym miejscu….podobno ważne jest co wtedy się śni , gdyż według słowiańskich legend może to mieć znaczenie prorocze…

     
 
error: Content is protected !!