RSS
 

Wtorek, a po wtorku, wtorek…

IMG_13722222Rozdział XXI

Dni płynęły jeden za drugim. Przestałem odróżniać środę od poniedziałku, niedziele od wtorku. Czas można dzielić, można wsadzić w ramki, tabele, można narysować na osi, nadać nazwy; wtorek, środa, czwartek. Przyjmie każdą zadaną wartość oprócz pauzy i biegu wstecznego. Jednak gdzieś w środku lasu wszystko to zatraca i pozostaje linią ciągłą na której brak skali. Do czego mi tutaj piątek czy sobota? Wstaje słońce albo zachodzi i to jest sednem, coś rodzi się, coś dojrzewa, pada deszcz, świeci słońce, nadchodzi zima. A to czy jest jedenasta czy dwudziesta druga? Robi się ciemno alb dnieje, każdy nawet najprostszy organizm tego lasu to wie. Wiele rzeczy stało się zbędnych, telewizor – zastąpiła książka, telefon – nikt już nie dzwonił, wydatki malały, a ubrania sprawdzały się tylko te, w których można było usiąść na ziemi. Nóż, siekiera i młotek oraz znajomość roślin to nabierało znaczenia. Las odkrywał ukrytą prawdę, zdejmował jarzmo strachu, które założyła miejska cywilizacja. Przynosił spokój, koił wspomnienia. Trzeba to zatrzymać, opisać utrwalić choć nie wiem po co – przecież niczego to nie zmieni. Wyniosłem wieczorem laptopa na taras i zacząłem pisać.

……………………………………………..ROZDZIAŁ I
……………………………………………Statek zatonął

Kiedy zobaczyłem drogowskaz z nazwą „Strzepcz” zwolniłem. Minąłem stację benzynową i wjechałem w zakręt za którym idąca do tej pory w górę droga, zaczęła opadać w dół…

Po kilku stronach zrobiłem przerwę. Zaparzyłem duży kubek herbaty, ukroiłem kanapkę i posmarowałem paprykarzem. Zrobiłem go wczoraj, część wsadziłem w weki, a resztkę zostawiłem na bieżące potrzeby. Usiadłem przed ekranem, spojrzałem na tekst, mieląc w ustach pierwszy kęs chleba kiedy usłyszałem jakiś szelest, rozpoznałem kroki. Z zapadającego mroku wyłoniła się Marta.
– Nie przeszkadzam?- Zapytała wchodząc po schodach tarasu.
Uśmiechnąłem się.
– Długo kazałaś na siebie czekać.
– Czekałeś na mnie?
– Przez całe życie. Wiedziałem, że kiedyś przyjdziesz – więc czekałem.
– Czyje to?
– Nie wiem. Tak palnąłem.
– Co robisz? – Wychyliła się zerkając na ekran.
– Piszę.
– A jednak poeta.
– Błąd. Raczej narrator patrzący ze zdziwieniem na otaczającą go inną niż wpojona przez lata nauki rzeczywistość.
– Mogę przeczytać?
– Napijesz się drinka?
Przez twarz przebiegł jej cień uśmiechu.
– Chętnie, a co proponujesz?
– Właściwie to nie drinka. Proponuję tequilę z cynamonem i pomarańczą.
– A nie masz butelki wina?
– Niestety, wino wyszło.
– Nie masz swojego?
Doznałem olśnienia.
– Właśnie! Podsunęłaś mi genialną myśl. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłem.
– Chodzi o wino? – Zdziwiła się.
– Dokładnie. Tyle owoców w tych sadach się marnuje, a ja wydaję pieniądze bez sensu.
– Wiesz co? Daj tę tequile, jesteś trochę stuknięty.
– Dziękuje, też cię kocham – powiedziałem z przekąsem wstając od stolika.
Kiedy wróciłem z butelką i kieliszkami w jednej ręce, a drugiej z deseczką z pociętą pomarańczą i kupką cynamonu Marta siedziała na moim miejscu i czytała. Postawiłem wszystko na stoliku i przymknąłem ekran.
– Dlaczego nie kupiłeś domu na siebie?
Nalałem ostrożnie złotego płynu do kieliszków i podałem jej jeden. Wziąłem szczyptę cynamonu i nasypałem między kciuka, a palec wskazujący.
– Wypijmy.
Liznęła dłoń, wypiła, skrzywiła się lekko i natychmiast sięgnęła po pomarańcz.
Zrobiłem to samo.
– Dobrze. Przepraszam – powiedziała.
– Za co?
– Nie chcesz odpowiadać. Moje pytanie chyba weszło na zbyt osobisty grunt.
– Za to się przeprasza? – Zaśmiałem się trochę ironicznie – Cały czas od narodzin społeczeństwo pod postacią „państwa” wchodzi nakazami, zakazami, pozwoleniami, na moje grunta i to bardzo prywatne – bez znaczenia, czy śmierć, czy choroba, czy seks, miłość, pieniądze czy wrzód na dupie, musisz wypełniać, odpowiadać, informować – i nigdy nie słyszałem aby ktoś mnie za to przepraszał.
– Ok, to nie przepraszam, nie denerwuj się.
– Nie denerwuję.
– W każdym razie mówisz jak anarchista. Jesteś nim?
– Nie wiem, to też jakaś szuflada, najlepiej niech wszyscy zostaną tam, a ja tu i będzie dobrze.
Myślała przez chwilę poczym znowu zadała pytanie:
– Nie lubisz ludzi?
– Najważniejsze aby mi nie przeszkadzali. Atakowanie reklamami, nakładanie obowiązków i ograniczeń, pozwolenia. Wiesz, że jesteśmy jedynymi organizmami żywymi na tej planecie, które muszą uzyskać zgodę na zbudowanie dachu nad głową? Ciekawe prawda? – nalałem ponownie tequili i usiadłem.
Patrzyła na mnie spokojnie. Wzruszyłem ramionami i dokończyłem – W każdym razie to mi przeszkadza. Wciąga w grę w której biegniesz z wywieszonym językiem, i boisz się zatrzymać, aby nie paść z głodu. Kompletna bzdura.
– I o tym chcesz napisać?
– Pokręciłem głową – Nie wiem o czym chcę napisać. Chyba po prostu o sobie. Żeby nie zwariować, upuścić trochę myśli, które cisną w głowę.
– Wypijmy – Podniosła szkło.
– Czekaj, stuknij się z szaleńcem – uśmiechnąłem się.
Ciepło rozeszło się po piersiach i żołądku. Wyjąłem papierosa.
– A może tak trochę o tobie?
– O mnie? Moje myśli w porównaniu z twoimi są nudne. Podobnie jak i życie.
– Nie ma nudnego życia, nudni są tylko ludzie.
– Widać jestem nudna.
Mówisz, że ja unikam odpowiedzi, a sama zbywasz moje pytania na każdym kroku.
– Co mam ci powiedzieć, że żyję, jem, śpię, czasami się z kimś kocham?
– Kochasz się z kimś? Ciekawe – udałem zdumienie. – Dobrze. – Uciąłem – Nie chcesz o sobie to zapytam o coś innego. Powiedz mi, kto tu mieszkał wcześniej?
– Gdzie?
– No tu, w tym domu?
Wzruszyła ramionami i jakby zmalała.
– Kuchta ci nie powiedział?
– Właściwie nie pytałem.
– Mieszkała tu jakaś rodzina z dzieckiem.
– Czemu się wynieśli?
– To jakaś dziwna historia była. W każdym razie kiedyś znaleziono jego ojca z rozbitą głową, zaś matkę powieszoną za domem.
– A dziecko?
– Znikło, podobno wałęsało się po lesie. Policja szukała jednak bez rezultatu. Po dwu miesiącach uznano, że zmarł gdzieś z głodu i zimna, w szoku i wystraszony. Późnej ktoś tam niby go widział, zaczęto plotkować, a historia, jak znasz ludzi, zaczęła urastać do rangi legendy, mitu i opowieści o duchach. Potem dom stał długo pusty. Aż wreszcie pojawiłeś się ty.
– No to piękną chałupkę sobie wybrałem – pokiwałem w zamyśleniu głową.
– Myślałam, że wiesz.
– Teraz już wiem.
– Jesteś przesądny? A może się boisz?
– Boje się – powiedziałem zupełnie poważnie – dlatego niech się boi każdy który się tu pojawi nieproszony.
– Dziwne podejście.
– Wydaje mi się normalne. Zwierzęta zbijają z dwu powodów; aby zaspokoić głód albo ze strachu. Oczywiście wyłączamy z tego wybryk natury czyli człowieka.
– A w obronie młodych?
– Przecież to też ze strachu.
– Teraz, to zaczynam się ciebie bać.
– Zupełnie niepotrzebnie. – zaśmiałem się. – Widzisz? To ja cię wystraszyłem, a nie ty mnie tą opowieścią. Na mnie nie działają takie historie.
– Jesteś nieźle powyginany.
– A ty jesteś normalna siedząc z obcym, dużo starszym facetem w środku lasu?
– Może się młoda, głupia zakochałam.
– Oj czarujesz mnie – zmusiłem się do śmiechu. Coś było dziwnego w tym wszystkim tylko nie wiedziałem co. Naprawdę nie rozumiałem dlaczego tutaj jest.
– Jakby co – sięgnęła do kieszeni jeansów – tu jest pendrive. Obiecałeś nagrać. Położyła na stół mały, czarno zielony paluszek.
– No tak. A już myślałem, że przyszłaś tu dla mnie – tym razem zaśmiałem się aby pokazać, że żartuję.
– Nalej lepiej – powiedziała patrząc na mnie.
Wypiliśmy. Odstawiłem kieliszek i wyjąłem papierośnicę.
– Poczekaj złapała mnie za rękę.
Na stole położyła dwa skręty.
– Co to? – Zapytałem choć wiedziałem.
– Zioło, przecież wiesz. Zapewne w tym swoim wielkim świecie spotkałeś się z tym nie raz.
– Skąd takie przypuszczenie, że byłem w jakimś wielkim świecie? Nigdy o tym nie mówiłem.
– Wyglądasz na takiego. Nie pracujesz, a masz pieniądze. To kolumbijka. Nic groźnego.
– Kolumbijka powoduje głupkowatą wesołkowatość, jestem nudny?
– Nie. Jesteś cholernie, niestety, intrygującym facetem, więc jak, zapalimy?
– Jednego na spółkę – zgodziłem się. – Nie lubiłem tracić kontroli. Tak jak alkohol na mnie nie działał, tak tego typu używki wprost przeciwnie.
– Ok niech będzie jeden.
Wzięła do ust papierosa, podpaliła moją zapalniczką.
Przez kolejne pięć minut zaciągaliśmy się na przemian, wciągając umiejętnie dym – wraz z powietrzem przepuszczanym pomiędzy palcami – i trzymając go maksymalnie długo w płucach.
Chwyciła mnie za rękę.
– Choć pociągnęła w stronę schodów.
Zeszliśmy na polanę.
– Połóż się.
Po chwili leżeliśmy razem na ziemi, a nad nami wisiało granatowym płaszczem niebo utkane z gwiazd.
– Myślałeś kiedyś jak to jest?
– Myślałem. Dla mnie sztuką jest przestać myśleć.
Zaczęła się głośno śmiać.
– Z czego się śmiejesz? – Zapytałem choć sam odczuwałem jakąś potrzebę wylania z siebie wszystkiego śmiechem.
– Poznałam wariata – znowu parsknęła śmiechem aż uniosła nogi.
– A ja czarownicę – zaśmiałem się i śmialiśmy się razem, jakbyśmy oboje powiedzieli jakiś doskonały żart. Po chwili opanowałem się. Podniosłem obróciłem w jej stronę i oparłem na dłoni. Patrzyłem jak się śmieje. Spojrzałem na jej ciało nogi opięte obcisłymi jeansami. Dostrzegła mój wzrok. Spoważniała.
– Panujesz nad sytuacją? – Zapytała spokojnie.
– Zawsze i wszędzie – odparłem kładąc się ponownie na plecy.
– Miałeś kiedyś żonę?
– Miałem.
– Co się stało?
– Zmarła.
– Wypadek?
– Nie, choroba.
– Ile miała lat?
– Trzydzieści.
– Kochałeś ją?
– Nie wiem – odparłem o dziwo zupełnie szczerze.
Przez chwilę milczała.
– Ty nie umiesz kochać prawda?
Wstałem, poszedłem flaszkę. Wróciłem i nalałem. Wzięła kieliszek.
– Znowu nie odpowiadasz.
– Po prostu nie wiem co odpowiedzieć. Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie.
– Więc nie odpowiadaj tylko opowiedz.
Przejechałem ręka po włosach. Znowu trudne pytania i trudne odpowiedzi.
– Wypijmy, nie lubię trzymać kieliszka zbyt długo.
Przechyliliśmy jednocześnie, Podałem jej kawałek pomarańczy sam też zatapiając zęby w soczystym owocu. Położyłem się.
– Tak więc? Co powiesz? – rzuciła patrząc gdzieś w przestrzeń ponad nami.
– Co mam ci powiedzieć? Miłość, miłość, miłość. Słowo. A czy za nim coś stoi oprócz oczekiwań? Jeśli pragniesz miłości to tak naprawdę pragniesz spełnienia swoich żądań. Oczekujesz określonych zachowań. Nie ma możliwości aby ktoś je spełnił, to utopijna wyspa Tomasza Morusa. Jak by nie myśleć, jakby nie usprawiedliwiać, jakby to słowo nie tłumaczyć, zawsze dla mnie kojarzy się z klatką. Kwestia tylko komu szybciej ten pokój będzie się zmniejszał. Paradoksalnie zawsze myślimy ile chcemy komuś dać, a nie ile będziemy z tego mieć. Myślimy jak to otoczymy ją, jego, tą miłością, jak oddamy siebie w całości, ale jednocześnie gdzieś w środku, nieświadomie chcemy pocałunku na dzień dobry i na dobranoc. Miłość to kompromis, to popularne twierdzenie, ale czy ktoś myśląc o miłości spojrzał na nią jak na dawanie wolność kochanej osobie? Na danie wolności komuś kto i tak w świecie rozwijającej się społecznej cywilizacji nie jest wolny? Na zwiększenie jego iluzorycznej wolności? Nie to też bzdura. Człowiek nie jest monogamiczny. Skąd inaczej tyle zdrad.
– Myślimy podobnie – przerwała – ja wierzę, że przyjaźń to najwyższy etap. Bez zobowiązań, wspólnych celów i kompromisów.
Spojrzałem na nią.
– Dziwna jesteś.
– Zbyt młoda aby tak myśleć? – uśmiechnęła się.
– Powinnaś myśleć o rodzinie, dzieciach, no nie wiem, tak sobie to wyobrażam w twoim wieku.
– Nie ważne – odparła – Idziemy spać.
– Zostajesz?
Tym razem ona podniosła się, obróciła na bok, podparła na łokciu i spojrzała.
– A dziwi cię to?
– Chyba mnie już nic nie dziwi.

Czytaj kolejny rozdział → Twarz błazna…

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. 7wiatrów

    11 września 2014 o godz. 8:23 pm

    Miłość, miłość, miłość. Słowo, a czy za nim coś stoi oprócz oczekiwań? Jeśli pragniesz miłości to tak naprawdę pragniesz spełnienia swoich żądań. Oczekujesz określonych zachowań. Nie ma możliwości aby ktoś je spełnił (…)zawsze myślimy ile chcemy komuś dać, a nie ile będziemy z tego chcieli mieć. Myślimy jak to otoczymy ją, jego tą miłością, jak oddamy siebie w całości. Ale jednocześnie gdzieś w środku, nieświadomie chcemy pocałunku na dzień dobry i na dobranoc. Miłość to kompromis, to popularne twierdzenie, ale czy ktoś myśląc o miłości spojrzał na nią jak na dawanie wolność kochanej osobie? Na danie wolności komuś kto i tak w świecie rozwijającej się społecznej cywilizacji nie jest wolny? Na zwiększenie jego iluzorycznej wolności? Nie to też bzdura. Człowiek nie jest monogamiczny. Skąd inaczej tyle zdrad.
    —————————————————————————-
    Tak właśnie jest.

     
  2. Karol

    8 października 2015 o godz. 8:13 am

    Na każdym kroku jakaś tajemnica…ciekawe i frapujące :)
    Choć jak na mnie trochę zbyt wiele filozoficznych rozważań.
    Byt, jaki by nie był musi w pewnym momencie otrzeć się o miłość! I albo ją weźmie, albo milcząco przyzwalając na jej istnienie nie jest właściwie pewny czy to naprawdę miłość?! No, ale miłość to wszak sprawa poważna i można długo nie wiedzieć czy ona jest, czy też niema!

     
    • Lampart

      8 października 2015 o godz. 12:51 pm

      Ale Karolu zwróć uwagę – jak już mowa o miłości i rozważaniach filozoficznych – że wiele kobiet w komentarzach do wielu tekstów właśnie najbardziej ceni te fragmenty filozoficzne – często nawet je cytując – jak więc mógłbym odmówić kobietom i odebrać to co lubią?

       
 
error: Content is protected !!