RSS
 

Wyspa…

slonce.jpg Rozdział II

Po przejechaniu jeszcze jakiś trzydziestu metrów pseudo droga rozlała się, można by powiedzieć w polanę, gdyby nie fakt, iż co kilkanaście metrów rosły na niej wielkie sosny. Trawa zniknęła wraz z drogą. Zastąpiło ją igliwie, odłamki kory, butwiejące liście oraz mech. Dom stał w oddali pomiędzy dwoma rosłymi świerkami. Zatrzymałem samochód kilkanaście metrów przed nim – jak sobie wyobrażałem na środku leśnego podwórka. Wysiedliśmy, dwa charakterystyczne trzaśnięcia zamykanych drzwi złamały ciszę leśną, by już po chwili znowu dopuścić ją do głosu. Piszę „do głosu”, bo cisza leśna jak się później okazało ma wiele wymiarów i zupełnie nie przystaje do miejskiego pojmowania tego określenia. Ta, którą tu zastaliśmy była w środku dnia, przepełniona ciężkim pachnącym powietrzem, spadzią, igliwiem, listowiem, drobnymi dźwiękami, gdzieś skoczyła żaba, jakiś ptak przebił się przez liście, dzięcioł stukał krótkimi seriami – taka to była cisza.
Mój przewodnik, a zarazem sprzedawca wszedł na drewniane schody, stanął przed drzwiami. Ja zaś z pewnej odległości obejmowałem wzrokiem cały dom. Przednia jego część zaczynała się unoszącym nad ziemią jakieś półtora metra opartym na balach tarasem. Wejście umożliwiały znajdujące się w środkowej jego części szerokie, ośmiostopniowe drewniane schody. Bale, na których się opierał, stanowiły jednocześnie podporę skośnego dachu, poniżej którego na wysokości połowy człowieka łączyły je grube deski, tworząc poręcze tarasowe. Na nich zawieszone były drewniane podłużne donice, z których sterczały jakieś zeschnięte badyle.
Ruszyłem do przodu, zatrzymałem się dopiero przed schodami. Teraz z bliska mogłem ocenić stan drzewa, z jakiego był zbudowany. O dziwo odniosłem wrażenie, że nie jest tak źle. Wszedłem na schody, chwytając się poręczy, były suche twarde solidne, podobnie jak bale podtrzymujące dach.
– Nieźle się trzyma – powiedziałem.
– To dobra wiejska robota jeszcze z czasów, kiedy budowano z porządnych materiałów. Drzewo jest świetnie zakonserwowane. Oczywiście wymaga odnowienia, pomalowania jakimś impregnatem, ale na pewno, jeśli się zadba, przeżyje i mnie i pana – zapewnił.
Przeszedłem się po tarasie, bele grubości podkładów kolejowych nawet nie jęknęły pod moim ciężarem. Zarówno po lewej, jak i prawej stronie od schodów znajdowały się okna. Szyby wydawały się być niemyte od wieków, szara kleista powłoka pokrywała je idealne. Odruchowo spróbowałem zajrzeć do wnętrza, jednak nie miało to sensu.
– To co, zapraszam do środka. Jeśli jeszcze pan się nie rozmyślił.
– Jasne, niech pan otwiera.
Już po chwili znaleźliśmy się w wielkiej izbie. W centralnym miejscu znajdował się otwarty duży kominek. Ustawienie mebli sugerowało, że lewa część pomieszczenia to salon, prawa część łączyła funkcje przedpokoju z częścią gospodarczą. Tam też w rogu znajdowały się drewniane schody prowadzące na piętro. Również po lewej stronie, za salonem i za kominkiem znajdowała się kuchnia. Mimo faktu, iż w całym pomieszczeniu były cztery okna, dwa w części wypoczynkowej jedno w kuchni oraz jedno naprzeciw schodów wewnątrz panował półmrok. Przeszedłem dookoła kominka, rozglądając się, całość sprawiała wrażenie podobnie jak i na zewnątrz solidnej konstrukcji. Wprawdzie meble w większości zeżarł już czas, jednak to był najmniejszy problem.
– A gdzie jest łazienka? – Zapytałem.
– To jedyny minus – powiedział. – Jest tylko na górze.
– A jak z mediami?
– Prąd jest, gaz z butli. Woda też jest, dodatkowo na zewnątrz stoi stara studnia.
– Mogę wejść na górę ? – Zapytałem.
– Oczywiście, proszę – odpowiedział zachęcająco.
Na górze były dwa pokoje. Jeden duży, zajmujący połowę powierzchni całego piętra, drugi o jedną trzecią mniejszy. Największy był urządzony na sypialnię, drugi stanowił zwykłą graciarnię.
– Ten był nie używany, ale można tu zrobić drugą sypialnie albo jakiś neutralny pokoik – powiedział, kiedy zajrzałem do wnętrza.
Pozostałą część piętra zabierała łazienka połączona z ubikacją. Podobało mi się, że jest duża i ma okno, pod którym znajdowała się spora żeliwna stylowa wanna.
– Wanna – powiedziałem.
– Tak wanna, tu nie ma potrzeby oszczędzania wody, wiejska jest tania, a jak komu za drogo to jak mówiłem, jest i studnia. Oczywiście jak pan chce, można zrobić i prysznic, syn może to zrobić – ponownie zareklamował usługi swojej latorośli, której nie miałem jeszcze okazji poznać.
– A skąd ciepła woda? – Zapytałem.
– A widzi pan tu też ma pan dwie opcje, jedna najwygodniejsza to tu – uchylił drzwi od szafki w ścianie – tu ma pan przepływowy podgrzewacz wody, a tu – wskazał kolejne – jest baniak studwudziestolitrowy, można podgrzewać prądem albo napalić w tej kozie – wskazał na żeliwny piec stojący obok wanny.
– A na dole?
– Tam też ma pan podgrzewacz.
Zeszliśmy na parter. Przeszedłem się jeszcze raz po całym pomieszczeniu, pomacałem tu i ówdzie, sprawdziłem płytę gazową – w butli był jeszcze gaz, zapaliłem, działała bez zarzutu.
– I co pan myśli ? – Zapytał.
– Cóż – westchnąłem – chyba biorę – uśmiechnąłem się.
– Będzie pan zadowolony – ożywił się staruszek.
– Tak, pewnie tak, ale zanim zdecyduję się do końca, mam prośbę. Chciałbym tu dzisiaj zostać. Sprawdzić, czy będę dobrze się czuł i czy to miejsce… – tu okrążyłem wzrokiem całą izbę – tez mnie zaakceptuje.
– Nie ma problemu, bardzo proszę – to mówiąc, położył klucze na dużym stole kuchennym.
– No to świetnie. Jest tu jakaś zapasowa butla z gazem? – Zapytałem.
– Powinna być w pomieszczeniu na zewnątrz. Tam za domem jest taka drewutnia. Tam powinna być. Nie sądzę jednak aby była pełna – dodał.
– Nie ma problemu, wymienię i tak muszę pana odwieźć i zrobić jakieś zakupy.

Czytaj kolejny rozdział → SAMOTNA NOC

Zostaw odpowiedź

 


 
  1. Laura

    27 listopada 2014 o godz. 6:15 pm

    Czyta sie jak najlepsza ksiazke !

     
  2. Jagoda

    1 maja 2015 o godz. 12:09 pm

    Jak ja to lubię ….kubek gorącej, pysznej kawy i lektura Robinsona jako deser – zero kalorii, a ile przyjemności …

     
 
error: Content is protected !!